niedziela, 20 lipca 2014

20 lipca 2014 roku

Hey, hi, hello!*
Siema ludzie.

Długo nas nie było, to już nie ten sam widok na i ludzie już nie tacy jak tam**

Byłam strasznie zalatana. No wiecie, książki, biblioteki, koncerty - te sprawy.

I nadal jestem zalatana. Od jutra angielski, w piątek jadę na wycieczkę na mazury.

Obiecuję... Nie, nie obiecuję.ale postaram się tak zrobić: będę pisać, gdy tylko znajdę coś do
opisania i, oczywiście, trochę czasu.

Nie gniewajcie się.

Mamy przecież wakacje.

I do tego tak często pada(przynajmniej u mnie) <3

Pozdrawiam ;)

Junnika
_____________

*Shaun Baker - "Hey, hi, hello"
**Liber & Natalia Szroeder - "Wszystkiego na raz"

sobota, 12 lipca 2014

2 lipca 2014 roku

Siemano dziewczyny (z tego, co zaobserwowałam, to jest Was cztery).

Tego posta piszę wtedy - patrz: data u góry. Niżej u góry ;D

O dziesiątej czterdzieści czasu bułgarskiego dotarliśmy nad Morze Czarne. O trzynastej byliśmy już pod hotelem Neva w Kiten.

Całą drogę (trzydzieści ileś godzin) spędziłam w towarzystwie Martynki (nie mylić z Martynną, która jest Martynną i jest fajna, bo Martynka jest wiadomo kim i jest wku*wiająca)

Dwa razy dzwonili do mnie rodzice, żeby zapytać , czy zmieniłam buty - Yyy... A jak nie, to co? Dogonicie mnie odrzutowcem i siłą zmusicie do zmienienia niebieskich adidasów za kostkę na czarne cekiniaste baleriny? Serio? Jakoś wątpię.

Gdy to piszę, o 20:30 czasu bułgarskiego (czyli dla nieumnych o 19:30 czasu polskiego) siedzę w pokoju na trzecim piętrze po rusku (czyli drugim piętrze po polsku - Rosjanie nie uznają parteru..), który dzielę z Olą Z. i Karoliną nr 1. Mendy poszły popływać w basenie chwilę po tym jak obżarły się nutellą i chlebem, i waflami ryżowymi, i nachlały poziomkową jurajską. A, i jeszcze zrobiły sb kilka "sweet foci" i nagrały filmik na bloga Olki "Jak być idealną mendą". A tak na serio, to dziewczyny są nawet spoko (jeśli ktoś lubi zarozumiałe mendy uzależnione od internetu). Wnerwia mnie to, że dla nich całe życie to zabawa. Pyf. Powiedziałam czterem nastolatkom, że życie nie jest zabawą - zaraz sb pójdą i nigdy nie wrócą. Ale cóż, takie życie. Trzeba iść dalej. Jakoś przebolejemy każdą stratę. "Idźmy do przodu, non stop walczmy by nie stracić krwi. Trzeba ułożyć wszystko tak jak kiedyś miało być." ~Krasza "Trzeba Iść". A kiedyś miało być tak, że miałam mieć blg z opowiadanio-książkami :P Może tak by coś napisać? Hmm... A, fakt! Miałam dopisać tamto o Ali-nie-Ali. Nie wiem na czym skończyłam... Załóżmy, że tutaj <szpera w mózgu>: Alka wyjawia wszystko, oczywiście w tajemnicy, Annice, a An, również w sekrecie, mówi jej, że też kiedyś odbyła podróż do Międzyświata. Tak, użyła tego magicznego, wymyślonego przeze mnie słowa: Międzyświat. Zaczynają o tym gadać:
   - Bla, bla, bla, Anniko, nie uwierzysz.
   - Co takiego, Alicjo? Czyżby bla, bla?!
   - Oh, nie. Oczywiście, że nie bla. Ale bla, bla, bla przez lustro w bla do bla, bla, bla, bla! Bla ciemno, bla zimno, bla potwory, bla bałam się!
   - A, to bla Międzyświat. Ja też tam bla, bla. Między drzewami bla jest lustro, które bla, bla, bla.
   - Musimy tam wrócić! Musimy tam wrócić! Proooszę, Anniko. <słodkie oczy>
   - Czyś ty do reszty zwariował?!
   - Nie.
   - W takim razie jesteś pewna, że chcesz tam bla?
   - Jak najbardziej. Masz jakieś wąty?
   - Tak.
   - To idź do ortodonty. A teraz zbieraj manatki i idziemy do domu mojej babci sprawdzić, czy przez inne lustra można się gdzieś przenieść. <bojowy okrzyk>
   - Nie! To niebezpieczne. Ale tak. Przez inne lustra do się bla do bla.
   - Krainy Luster?! Serio?
   - Tak.
   - Wee! Idziemy to sprawdzić.
-.-
   - Żarty sb robisz?
   - Nie.
   - Aha. No to idziemy.
Poszły, wróciły, Alicję wciągnęło jedno z luster z Krainy Luster i trafiła do Krainy Niespełnionych Życzeń Do Spadających Gwiazd (w skrócie KNŻDSG), która składała się z jednego olbrzymiego lewitującego zamku królowej Kier (♥). Z dachu owego zamku można było podziwiać niebo nocą (nawet jeśli za oknem piętro niżej świeciło słońce) i miliardy spadających gwiazd. Alicja, jako książkowy odpowiednik mnie, po dwóch krokach się zgubiła. Po dłuuuuugim błądzeniu po korytarzach pełnych zamkniętych drzwi, Ala trafia wreszcie na jedne otwarte. Prowadzą one do komnaty, którą tak pięknie sobie wyobraziłam i tak pięknie opisałam w sms-ie do Kam, że drugi raz tego nie zrobię. Kam, jeśli masz jeszcze tego esa, to napisz jego treść w komentarzu - będę Ci dozgonnie wdzięczna i nawet odpuszczę Ci tę pracę domową i dwie czekolady  *.*, a to jest (z której strony by nie patrzeć) ogromne poświęcenie!

Dobra, kończę. Zołzy wróciły.

Junnika