wtorek, 30 grudnia 2014

30 grudnia 2014 roku

Mamy śnieeeeeeg! ^^

A teraz do rzeczy:
Ostatnio zauważyłam, że na bloggerze (a przynajmniej tam, gdzie ja zaglądam) niewiele jest blogów prowadzonych przez takie "małolaty" jak ja. Nie wiem, może to ja złymi ścieżkami podążam, ale naprawdę to jest aż dziwne! Co miesiąc poświęcam dwie godzinki z rana żeby "powędrować" po blogosferze i co widzę?  Multum pamiętników studentek, licealistek, nawet licealistów, a gimnazjalistów - brak. To się robi denerwujące. Ktoś z zewnątrz mógłby odnieść wrażenie (nie do końca z resztą mylne), że dzisiejsza młodzież gimnazjalna nie potrafi sklecić parunastu zdań na dowolny temat, a umiejętność tą nabywa się dopiero W późniejszych fazach edukacji. Więc jakby się ktoś z gimbazy znalazł, to by było miło. Tak samej samej dla siebie samej pisać.. Toż to sens życia można w miesiąc zgubić! Ale mi to chyba nie grozi. Cel jeszcze niesprecyzowany, więc gubić mogę do woli ;)

A, i założyłam sobie instagrama. Żeby nie być gorszą ;D Nawet nie pamiętam jaj się nazywam... No cóż, amnezja nie boli :] Wczoraj pisałam na asku z Bartkiem od Natalii, czyli Panem Bartłomiejem nr2 czy 3.. Coś koło tego ;)

To może jeszcze się pochwalę: pod choinkę dostałam: od rodziców: tablet(a), kartę pamieci do telefonu (czwórkę) i INTERNET! hura, hura, wszyscy się cieszą, a ja najbardziej; od Małgosi (siostry ciotecznej, matki chrzestnej): książkę Keri Smith pt. "Zniszcz ten dziennik", tusz do rzęs, eyeliner i brokatowy lakier do paznokci; od cioci Ani: tusz do rzęs, czekoladę i zaproszenie na ferie; od dziadków: 50zł. 
I tyle, nikt więcej mnie nie kocha :c

Chyba czas już wstać i pokazać dziadkom (bo rodziców już z domu wywiało), jaka to jestem dojrzała. A jak Iszan wstanie to do niej :] Nie odpuści mi chyba tego "spacerku"... A ja w tym roku mam jakiś śniegowstręt! Nie wiem, gdzie i od kogo to załapałam. Może przyszło z książką od Kamilki (nr1)???
 Jun

wtorek, 23 grudnia 2014

22 grudnia 2014 roku

Dzień dobry państwu.
Spotykamy się dziś w całkowicie mojej sprawie.
*czyta*
Nazywam się, według tego, co tu napisano, Junnika Malien. Mam trzynaście lat i bordowo-brązowe włosy. Końcówki turkusowe. Moje oczy często zmieniają odcień, ale bez wątpienia są szaro-niebieskie. Jak to często mówię: "szaro-błękitne z czarnymi promieniami rozchodzącymi się od źrenicy do zewnątrz".

Dobra, koniec filozofowania na dziś.
Założyłam sobie aska. Na razie nie dam linka, bo muszę o niego po swojemu zadbać.

No, to tyle. Cześć! 
Junnika M.

sobota, 20 grudnia 2014

20 grudnia 2014 roku (2)

Płaczę. Autentycznie się rozpłakałam, kiedy Blogger powiadomił mnie, że nie mogę wejść na mojego drugiego ulubionego bloga, bo nikt mnie nie zaprosił. Czy ktoś mógłby ode mnie nakrzyczeć na Arcanam? Bo... bo ja już nie wytrzymuję. Wywalają mnie albo nie wpuszczają na większość blogów, a ja... ja przecież nic takiego nie robię! Po prostu jestem. Trochę rzadziej jak mnie nie ma, ale jestem. I to się chyba liczy, prawda? Chęci najważniejsze... Uświadomi ktoś tym ludziom, że...? <płacz>

20 grudnia 2014 roku

Tak jakoś się złożyło, że jest internet, a ja nie mam nic ciekawego do roboty. Nie, nie nudzi mi się - na to mam zbyt wybujałą wyobraźnię ;)

Właściwie to nie mam o czym pisać (znowu). Chyba, że interesuje Was, że:
 a) mam gorączkę,
 b) na czas bliżej nieokreślony zakopałam topór wojenny z babcią,
 c) od wtorku do naszej klasy chodzi nowa dziewczyna, która
 d) ma na imię Kamila, więc
 e) będę się o niej wypowiadała jako o Kamili nr 2,
 f) moja piosenka na: dziś to: Imagine Dragons - Monster,
 g) wczoraj: Wet Wet Wet - Love Is All Around,
 h) jutro: SOKO - We Might Be Dead By Tomorow,
 i) czuję się podle, bo
 j) w poprzednim poście przedstawiłam Kamilkę (nr 1) w złym świetle,
 k) nie lubię Kamili nr 2!!!,
 l) nie to, że jestem uprzedzona, czy coś, ale JESTEM UPRZEDZONA,
 m) niee, wcale sobie nie zaprzeczam,
 n) wychodzi ze mnie wariatka, co potwierdziła Iszan,
 o) bym zacytowała, ale prawa autorskie wypowiedzi etc, etc,
 p) tak, zamierzam tu napisać podpunkty do każdej litery alfabetu,
 r) jak się rozpiszę to później będą dwuznaki - lojalnie uprzedzam!,
 s) na Almie oglądaliśmy Krainę Lodu po angielsku z polskimi napisami
 t) i śpiewaliśmy kolędy,
 u) to znaczy Ola-Aleksandra darła się za nas dwie, a ja tylko głupawo się uśmiechałam,
 w) moja klasa przeżywa miesiąc fascynacji Pou,
 y) dla odmiany II gim zabija czas na przerwach (i na lekcjach) grając w Subway Surf (chyba tak to się pisze, ale głowy nie dam),
 z) dziś przespałam 16 godzin ;D 
 ą) kto się orientuje? pobiłam jakiś rekord???
 ć) jako, że w końcu się wyspałam, jestem szczęśliwa!!!
 ę) ale, ale. Nie zapominajmy, że mam gorączkę :c

Pozdrawiam wszystkich współchorujących i zdrowych też pozdrawiam! :D

Junnika

Wesołych Świąt, Kochani!!! 


niedziela, 14 grudnia 2014

14 grudnia 2014 roku (2)

Pytanie zasadnicze: Co robi Kamilka?
K: Czyta bloga, którego mi wysłałaś xD
J: Aha, fajnie xd

Dlaczego to piszę? Bo nie mam do kogo powiedzieć. Dlaczego? Bo M. to idiota. Dlaczego? Bo nie umie pożyczyć telefonu od rodziców i napisać, że żyje i mogę do niego zadzwonić. Dlaczego? A któż go tam wie...

Otóż Kamilko: Nie wysłałam ci żadnego bloga. Co najwyżej LINK.
I wejdź na mojego bloga i przeczytaj sobie to, co chcę, żebyś przeczytała.

Owy link będzie, mam nadzieję, fioletowy. Ewentualnie różowy. Innych opcji nie przyjmuję i piszę oficjalny list do twórców blogera. A w te klocki jestem niezła ;) LINK

14 grudnia 2014 roku

Niby jeszcze sekundę temu nie miałam ochoty na użeranie się z moim kochanym, najcudowniejszym na świecie Internetem, ale razem z Kam wyznajemy zasadę życiową numer 2356 (kiedyś Wam je wszystkie wypiszę...), której treść brzmi następująco: "Chcemy, by nas cytowano, dlatego dużo mówimy.", więc po prostu muszę... może nie tyle muszę, co chcę podzielić się z Wami pewną rozmową sms-ową z Martynną. Życzę miłego czytania xd

M: Powiesz mi co było z histy? (Nie, nie powiem.)
J: Jak ja sama nie wiem. (Jak się całą lekcję spało, to trudno być na bieżąco..)
M: Nie byłaś w czwartek w szkole? (Nie, Martynko. Nie byłam, a lekcje to ci z księżyca podałam.)
J: Byłam. Ale skleroza nie radość. (To też doskwiera...)
M: To co będzie później? 
J: Amnezja.. -.- (Taa.. Ja i to moje poczucie humoru xd)
M: Chyba gorzej być nie może. A tak w ogóle to podobno jutro mamy jakąś debatę..
J: Że.. że... że... że co, kurwa?!!! (Przepraszam, przepraszam, ale ja naprawdę dużo przeklinam w wiadomościach.. tekstowych.)
J: Sory, powinna być cenzurka ;) (Ja to mam czasami zapłon.. Jak w trzydziestce. xD*)
M: Mówisz o amnezji czy debacie? ([bez komentarza])
J: Oj, Martynko, Martynko... Jasne, że o debacie.
J: Z amnezją da się żyć.
J: Chyba. (Ja to wiersze powinnam pisać! Takie jak Mickiewicz normalnie. Nie umiem "zamknąć myśli" w jednej wiadomości, tylko piszę trzydzieści...)
M: No wiesz [moje imię], nie byłam pewna.
J: Aha, spk. Zdarza się nawet najlepszym xd (Ja to jak czasem dowalę...)
M: Dziękuję za twoją wyrozumiałość :)
J: Ależ proszę bardzo ;D 
KONIEC

Ta rozmowa nic nie wnosi do historii mojego życia, więc proszę albo ignorować, albo komentować. Ignorować, komentować. Nie razem, osobno. Albo, albo.

Junnika

*Dla nieznających slangu czasów przedgimnazjalnych, tłumaczę. Jest to rozmowa tego typu:
Os.1: Julka, ale ty masz zapłon.
Os.2: Jak w trzydziestce.
Os.1: Ale trzydziestka nie ma zapłonu! 
*śmiech*
Wiem, bawiłam się czcionką jak tylko mogłam.
Będziecie to musieli znosić jeszcze tylko przez parę... lat xD

sobota, 13 grudnia 2014

13 grudnia 2014 roku

Cześć - powiedziała ta, której życie nie jest takie jak być powinno.

Znowu mam doła. Dlaczego? Bo żyję! Wczoraj nie poszłam do szkoły i myślałam. Za dużo, jak zwykle. 

Kamila nie chciała nawet normalnie ze mną porozmawiać, tylko jak zwykle się kłóciłyśmy o byle gówno. 
Kontakt z Natalią się urwał po dwóch tygodniach od spotkania, jak zawsze. 
A Pan M.? Olewa mnie. Pół roku znajomości na odległość i już. Koniec. Około początku listopada zamieniliśmy dwa słowa o jakimś beznadziejnym filmie. Zaraz po tym jak się na niego wydarłam. I przeprosił. 
Tali rozlał się wyświetlacz w telefonie i naprawią jej dopiero szesnastego.
Iszan nie ma nic na koncie. Ale nawet jakby miała to i tak nic by to nie zmieniło, bo Szanowna Panna ma szlaban na telefon.
Pan Bartłomiej nr3 nie odezwał się od wesela Katarzynki. Po co więc był mu mój numer?
Syl ma Eryka (ktokolwiek to jest, jakkolwiek wygląga i gdziekolwiek mieszka).
Gabi ma problemy z przyjacielem...

A ja jestem tu.

Sama, smutna.. 
Znaczy.. mam mandarynki. I szalonych rodziców. Którzy wczoraj jak wrócili stamtąd gdzie byli kupili lody. Koktajlowe. I teraz chorujemy ;) Tata w Warszawie. Mama w Łukowie. A ja w domu, z wrednymi dziadkami, którzy próbują mnie wyciągnąć na rekolekcje. 

Do moich przyjaciół mogę zaliczyć jeszcze różową, puchatą poduszkę w kształcie gwiazdki, która od roku towarzyszy mi gdziekolwiek się wybiorę. Teraz też leży ze mną w salonie na kanapie i słucha piosenki Eda Sheerana "I See Fire". Wcześniej jeszcze Charli XCX "Boom Clap". The sound in my heart..

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego życie jest tak cholernie niesprawiedliwe?

(Nie)szczęście
Junnika

sobota, 15 listopada 2014

1.



"Patrzę w twoje oczy, widzę zazdrość i smutek."
Krasza - Z Kamienia Serce

Julia szubko weszła do klasy i zajęła miejsce w drugim rzędzie, przy ścianie. Tam nikt nie zwracał na nią uwagi. Gdzie nikt jej nie widział, tłumaczyła sobie. Była dla nich niewidzialna. Przynajmniej przez większość czasu. Niekiedy jej dokuczali, ale to mogła przeboleć. Za tę chwilę spokoju. Tylko za chwilę spokoju. Tyle jej wystarczyło, by okrzyknąć dzień udanym.
– Siema, dziwolągu – zarechotała Shianna, przechodząc koło jej ławki, a dwie dziewczyny podążające za nią jaj cienie zawtórowały jej swym piskliwym chichotem.
To z pewnością nie będzie dobry dzień.
– Jaki dziś masz kolor włosów, blondyneczko? – Emelin podeszła do niej i zgrabnym ruchem zerwał jej z głowy bejsbolówkę. Miedzianozłote, proste jak druty włosy opadły Juli na twarz, przez co Shianna, Emelin i ich świta przez prawie pięć minut pokładały się ze śmiechu. Ale poszkodowana nawet nie drgnęła. Nadal siedziała lekko zgarbiona ze wzrokiem utkwionym w sfatygowanym blacie szkolnej ławki. Poruszyła się dopiero, gdy poczuła na sobie czyjś świdrujący wzrok. Czyjś naprawdę natarczywy świdrujący wzrok. Nienawidziła takich spojrzeń. Podniosła głowę i ujrzała coś, czego miała nadzieję nigdy nie zobaczyć. Najnowszy nabytek ich szkoły, Net Molton, wpatrywał się w nią ze współczuciem. Ze współczuciem! Co on sobie myślał?! Nie była przecież jakaś cholerną ofiarą. Co to, to nie. I nigdy nie zamierzała nią zostać. Przenigdy!
Szybko zgarnęła swoje rzeczy do czarnej torby, którą natychmiast przełożyła sobie przez ramię. Poderwał się z miejsca i wybiegła z klasy. Było już parę minut po dzwonku i korytarz był całkowicie pusty, co znacznie ułatwiało ucieczkę. Niespodziewanie Julka usłyszała za sobą kroki. Były za ciężkie jak na którąś z jej prześladowczyń, więc wywnioskowała, że to jeden z chłopaków z drużyny koszykarskiej. Czasem, kiedy uciekała z „miejsca zbrodni” któryś z nich, ot tak, dla żartu, przez kilkanaście metrów ją gonił. Później zatrzymywał się, odwracał do kumpli i wszyscy zaczynali się śmiać. Śmiać z niej. Tak też było i tym razem. Po chwili kroki ucichły – pogoń ustąpiła. Ale śmiech się nie rozległ. Julka jednak nie zamierzała na to czekać. Przyspieszyła, biegnąc tylko jej znanym korytarzem, na końcu którego znajdował się obszerny prostokątny taras z widokiem na wspaniały acz zarośnięty park. Stanęła u szczytu schodów; z trzech stron tarasu można było zejść do tego Tajemniczego Ogrodu. Tylko dla niej. I Izabeli.
– Izabelo? – Jej głos wydał się dziwnie obcy w tej ciszy bezwietrznego, kwietniowego, nieznośnie słonecznego dnia.
Już po chwili z  jednego z sędziwych dębów zeskoczyła rudo-biała perska kotka w delikatnej skórzanej obróżce, świadczącej o zamożności domniemanej właścicielki, którą była lub jest Anna Hathie. Sądząc po staroświeckości imienia raczej była.
– Izabelo! – krzyknęła Julka, gdy zdezorientowana kotka zaczęła niepewnie obwąchiwać pierwszy stopień. Izabela natychmiast spojrzała prosto na nią i szybciej od jakiegokolwiek sprintera wbiegła po schodach, których było, nie mniej, nie więcej, tylko sto dwanaście. Sto trzynaście z tym prawie zapadniętym, przypomniała sobie Julia i uśmiechnęła się w duchu. Pamiętała jak kilka lat temu razem z Izabelą uczyła się tu liczyć. Zaczęła się zastanawiać, ile kotka może mieć lat. Na pewno w kocim przeliczeniu była już staruszką. Musiała przyznać, że nie bardzo można było w to uwierzyć patrząc, jak z prędkością światła wspina się po stopniach. Już po chwili Izabela stała obok Julii i cicho mruczała.
– No choć do mnie, maleńka – zachęciła dziewczyna, a kotka wskoczyła na jej wyciągnięte ręce i zaczęła wbijać pazurki w przedramię Julki. – Stęskniłaś się?
Nagle kocica znieruchomiała, naprężyła się i warknęła tak, jakby wyczuła psa. Julia odwróciła się. Dwa metry za nią, nieco zmieszany, stał Net. Obie z Izabelą zmierzyły go wzrokiem, przez co jakby się zawstydził.
– Czego chcesz? – warknęła Jula przyciskając kotkę do siebie.
– Ja tylko chciałem ci to oddać. – Wyciągnął przed siebie rękę, w której trzymał czarną bejsbolówkę należącą do dziewczyny.
– Dzięki. – Chwyciła czapkę sekundę po tym, jak Izabela zeskoczyła na posadzkę, i razem puściły się biegiem w dół schodów.
– Nie ma sprawy – powiedział Net, chociaż został już sam.

– Wróciłam – oznajmiła Julka wchodząc do domu. Pustego domu. Który jednak po chwili wypełnił się bladoniebieskimi sylwetkami ludzi szepczących coś między sobą. – Możecie już iść.
Nie ma to jak dom pełen hologramów, pomyślała przewracając oczami. Kolejny, głupi według niej, pomysł rodziców. Ponoć ma być to doskonały patent na złodziei. Tylko jaki złodziej wejdzie frontowymi drzwiami?, zastanawiała się przygrzewając sobie obiad przygotowany rano przez gosposię. Chyba jakiś niedorozwinięty, stwierdziła siadając z parującym jedzeniem przed telewizorem. Bez przekonania zaczęła przeskakiwać po kanałach, nawet nie zwracając uwagi na programy, jakie są teraz puszczane. W końcu, z braku lepszego pomysłu zostawiła na kanale muzycznym, gdzie jej uwagę przykuła piosenka Eminema. Słuchała przez chwilę, po czym z uśmiechem wyłączyła telewizor i odniosła pusty już talerz do kuchni.
– Oceniaj mnie dopiero, gdy mnie poznasz. A więc nie oceniaj nigdy – powiedziała do siebie. – Słyszycie? Emelin, Shianna? Słyszycie?! Macie mnie nie oceniać! – roześmiała się. Weszła po schodach do swojego pokoju, który zajmował połowę poddasza małego jednorodzinnego domu Ferency’ów.
– Po co nam większy dom? Przecież jest nas tylko troje – miała w zwyczaju powtarzać jej matka.
– No właśnie – przytaknęła jej teraz Jula. Pchnęła jasne drewniane drzwi i przekroczyła próg do swojego czarno-szaro-biało-błękitnego królestwa. Od razu rzuciła jej się w oczy różowa koperta leżąca na białym staromodnym biurku. Delikatnie ja rozerwała i wyjęła ze środka trzy pocztówki i złożoną w trzech miejscach jasnoróżową kartkę. Nathalie, pomyślała. Tylko jedna osoba na świecie może mieć takiego bzika na punkcie różu. Rozłożyła papeterię i zaczęła czytać:

15 listopada 2014 roku

Zapomniałam wspomnieć: byłam w czwartek z mamą w... punkcie? tak to się nazywa? Dobra, mniejsza z tym. Byłam więc w... (znowu te schody; spróbujmy obejść system.. :]) w mistycznym miejscu, gdzie rozdają internet.. Nie! Źle! Nie rozdają, tylko... sprzedają. Tak, to odpowiednie słowo. Tym razem całość: W ostatni czwartek, który był dla mnie nader pechowym czwartkiem przez co nie nazwałabym go zwykłym, choć pogada była przeciętna, przebywałam wraz z mą rodzicielką imieniem Elżbieta w osławionym mieście Łuków. Wybrałyśmy się tam z powodu mego złego samopoczucia i uciążliwych, migrenopodobnych bóli głowy oraz ogólnego osłabienia, przez co nie mogłam w pełni świadomie uczestniczyć w zajęciach szkolnych i kilkakrotnie byłam bliska omdlenia. Medycy rozłożyli bezradnie ręce, nawet na mnie na zerknąwszy, co uważam za dziwne, gdyż miałam na sobie nową kurtkę w kolorze soczystej zieleni lekko wpadającej w żółć. Po "badaniach" udałyśmy się w pewne mistyczne miejsce, gdzie za niewielką, jak dla mnie, opłatą sprzedawano cud techniki, internet. Firma posiadająca władzę nad tym magicznym tworem zwie się lukman. Poinformowano nas tam, w niezbyt kulturalny sposób, że na światłowodach ten internet działa tylko w blokach. A gdzież my znajdziemy bloki w pobliżu naszej rezydencji na wsi? Bo światłowody są, nie da się zaprzeczyć. Pamiętam jak kilka lat temu rozkopali podwórko i zmuszona byłam skakać przez głębokie na pół metra dołki, by dostać się do domu. Ale nie odbiegajmy od tematu. Zdenerwowanej mamie i jeszcze bardziej wkurzonej mi zaproponowano internet... inny. Kobieta, nie - dziewczyna, siedząca za biurkiem wymieniła jego fachową nazwę, która, nawet gdybym ją zapamiętała, przy wymawianiu groziła połamaniem języka. Rodzicielka ma orzekła, że skonsultuje się z małżonkiem, czyli mym ojcem, Bogusławem, i wtedy przyjdzie i ich powiadomi.
Ach, te lekkośredniowiecznopodobne klimaty.. ^^ Tak to ja mogę pisać ;D

A teraz o ty, o czym od samego początku miał być post.
Otóż, kożystając z tego, że internet mnie ostatnio lubi (mnie i mój pokój, ściślej mówiąc), zgłosiłam swoją chęć zareklamowania się w Biblioteczce czytelniczej. Zobaczymy co z tego wyniknie :] Bądźmy dobrej myśli. A tymczasem coś ala reklama reklamowni, czyli o Biblioteczce:

  Biblioteczka czytelnicza powstała z myślą o wszystkich Twórcach opowiadań, pamiętników itp. Świat blogosfery jest ogromny. Zakładając bloga, myślimy, że jesteśmy jednymi z nielicznych do czasu, aż zdamy sobie sprawę, iż są nas „tysiące, a nawet setki”. Biblioteczka jest miejscem, gdzie bez zbędnych stresów można się zareklamować i zachęcić innych, aby zajrzeli na naszego bloga. Biblioteczka nie krytykuje, nie wyraża opinii na temat treści. Jest gruntem neutralnym, tutaj ogłaszać się mogą wszyscy.

Żywcem wyjęte ze strony BC xd Ale zabroni mi ktoś do reklamy wykorzystywać gotowych tekstów (a właściwie ich fragmentów) ze stron reklamowanych? Nikt! A właściwie to Veronike, (chyba) "opiekunka" Biblioteczki może. Ale nie sądzę, by to zrobiła. W końcu sama prosiła o reklamę (chyba)!
Coś dużo tych chybów... Ale, jak to powiedziała Agnieszka Tyszka w "Kawie dla Kota": "Jedno jest pewne, że nic nie jest pewne." ;)) I ja się zgadzam.

Junnika

czwartek, 13 listopada 2014

13 listopada 2014 roku

Jestem chora... Ale jestem szczęśliwa, bo mam internet ;3

Piosenka na dziś to Liber & Natalia Szroeder - A Teraz Ty... Wiem, nie rap. I nie rege. Ale czy nie mówiłam, że jestem zmienna jak chorągiewka na wietrze? Nie? To mówię teraz xD
A może ja też przestanę się bać. Wszystko będzie łatwiejsze...
Dzień różowy :D
Do pełni szczęścia brakuje mi tylko herbatki, która zaraz się zaparzy, śniegu, który niedługo spadnie i... tak, Barteka. Ale tego nigdy nie będę mieć. Mam za to poduszkę :D Różową :3 I kotqa też mam. Siwą. Mama rano mi ją wpuściła i teraz sobie kota leży koło mnie, zwinięta w kłębek... Tej to dobrze: tylko jeść, spać i się balalajdać ;D Słowo wymyślone przez moją mamę zrobiło furorę w naszym domu i zadziwiająco szybko się do niego przyzwyczailiśmy. Oznacza ona po prostu takie.. balalajdanie się kota xd Z jednego boku na drugi. I z powrotem. Nie umiem tego wytłumaczyć.. Kiedyś po prostu nagram którąś kotę jak się balajda i Wam pokażę. Tak, tak będzie najprościej.

A teraz: tantaran, co mi jest.
Szczególnie Isz będzie się zastanawiać co mi jest. W końcu prawie zemdlałam stojąc pół metra od niej! No, i właśnie to mi jest. Jestem osłabiona. Mama twierdzi, że czegośtam mi brakuje. Dziś, jak wiozła mnie do lekarza, powiedziała, że boi się zrobić mi badania na witaminy, bo pewnie nie mam żadnych... No bo ja przecież tylko ciastkami i serem żółtym żyję! A ja się pytam, kto te wszystkie mandarynki zjada? xD A u lekarki, po pobraniu krwi, znowu prawie zemdlałam. Nie polecam. A, i jeszcze mamka twierdzi, że jestem niedotleniona, bo na dworze jestem tylko: z domu na przystanek, z autobusu do szkoły, ze szkoły do autobusu, z autobusu do domu. Co jest nieprawdą, bo trzy razy w tygodniu jestem w Łukowie, a na tańce i angielski nikt mnie nie wozi! Słyszysz, mamo?

Jun M.

http://your-perfect-imperfections-ff.blogspot.com/

czwartek, 6 listopada 2014

6 listopada 2014 roku

Nowy miesiąc, nowy post, nowy internet?


Mama stwierdziła, że nie opłaca jej się płacić co miesiąc za mój internet w telefonie (20zł) + za internet w laptopie (30zł) skoro z pierwszego (wg niej) nie ma żadnego pożytku a drugiego więcej nie ma jak jest xd

Ale ja nie o tym przecież chciałam..
Od początku:  
  1. Jutro spotykam się z Natalgą, która z racji tego, że jest już tak samo stara jak ja została przechrzczona na Natalię. To nieoczekiwane spotkanie po latach (czyt. roku) nieodzywania się do siebie spowodowane jest chyba... moim zapisaniem się na dodatkowy angielski ;D Do szkoły języków obcych Alma Mater (kto słyszał, ten wie).
  2. Mam nowego kotka :3 Zwie się Luna, bo poprzednia Luna okazała się kocurem i... pisałam już o tym. Tak więc mamy Lunę!!! =^w^=
  3. Przyszedł do nas pers i był przez dwa tygodnie. Ja nazwałam ją Princessa, a moja mama upierała się przy Pusi ;P Rozumiem, dlaczego odeszła i wcale się jej nie dziwię.
  4. Iszan ma chłopaka! Aww, i taki słodki jest *u* I nieśmiały. I słodki ;D I ma na imię Marcin :)
  5. Szanowny Pan M. nie odezwał się do mnie od 12 października ;c Chyba napiszę do niego list..
  6. Będę miała komputer ;3 Albo tata mnie wkręca... :/
  7. Mam konkretnie zawalony cały tydzień. NIe zwariowałam tylko dlatego, że jeszcze ani razu nie odrobiłam lekcji xD 
Siedem punktów starczy :)

Właśnie sobie uświadomiłam, że jeśli mnie pamięć nie myli, to wcale Wam nie powiedziałam, że pod koniec wakacji pofarbowałam włosy na bordowo i w niektórych miejscach kolor nadal trzyma. Jak ja tak mogłam?! To tylko moja pokręcona podświadomość wie...


Jun M.

niedziela, 5 października 2014

5 października 2014 roku

Chciałabym Was wszystkich bardzo serdecznie przeprosić za to, co za chwilę powiem.
Otóż... notki na blogu w najbliższej przyszłości (tak na oko z pół roku) będą pojawiały się... średnio raz w miesiącu... Tak, wiem... I przepraszam, choć to właściwie nie moja wina :] Wina niczyja, więc... Przepraszam? Za ludzi, którzy gdzieśtam gdzieśtam jednak odpowiadają za mój brak internetu. Nienawidzę was! (w sensie: tych drugich was od internetu, a nie Was, którzy to czytacie; żeby nie było nieporozumień) Kontynuując: pierwszy rozdział mojego osławionego przez sama nie wiem kogo opowiadania pojawi się... za pół roku xd Nie, nie, oczywiście że żartuję. Notka czysto pierwszorozdziałowa jest już napisana i czeka na korektę Kamille, M. albo Iszi. Albo mojej mamy, jeśli wyżej wymienione osoby nie wyrażą zgody na betowanie (choć moje wypracowanie z polskiego sprawdzały tak ochoczo...).

No cóż, nie ma co dłużej tego ciągnąć..
Żegnajcie?
Mam nadzieję że nie :D
Do zobaczenia, Kochani ;*

Jun M.

czwartek, 25 września 2014

25 września 2014 roku

Hej :)

Nie ma to jak czas wolny na informatyce ^^ Iszi i ja wcześniej skończyłyśmy zadanie w edytorze tekstów i możemy robić co chcemy. Isz siedzi na fb, a ja zajrzałam... tutaj!

Właściwie to nie mam Wam nic ważnego do przekazania. Miałam mieć dziś trzy kartkówki (z biologii, historii i angielskiego) i jeden sprawdzian (z matematyki), ale dwie kartkówy odwołano z powodu zbliżających się sprawdzianów z owych przedmiotów.

Jadę dziś po lekcjach do Łukowa. Na zakupy i do fryzjera. I na USG, bo mnie brzuch ostatnio często boli. No, więc... to tyle. KONIEC. Moje życie jest na ogół nudne. Oczywiście nudne dla osób postronnych :P Dla mnie jest aż nadto interesujące ;)

Jun M.

środa, 17 września 2014

17 września 2014 roku

Siedzę z czarną małolatą na kolanach, która chyba jest głodna bo sama do mnie przyszła. Na pewno jest głodna.

Mam nowy telefon. Weź tu człowieku chciej coś sobie zaplanować, a system od razu woła Tego nie ma! Tamtego nie możesz! Wybrałam sobie telefon - jak powszechnie wiadomo Samsunga Galaxy Core Plus G350 - a tu facet z punktu t-mobile mówi: Nie ma. W  orange też nie. To się wzięło LG F70. Też ładny. Biały <3

Jakoś tak mi smutno. Moja mama siedzi w Wawie, a ja z kotami w Celinach. Jutro jadę na klasową pielgrzymkę do Kodnia. Dwudniową. Wyjeżdżamy jutro o 16:50 spod kościoła w Tuchowiczu, a wracamy w piątek około 18. Nie chce mi się jutro iść do szkoły... Dobrze chociaż, że mam informatyki, bo normalnie bym zachorowała i nie poszła. Denerwuję się. Moja pierwsza poważna ocena w tym roku to najprawdopodobniej będzie dwója. Ewentualnie trója, jeśli pan od matematyki+biologii+muzyki ma jednak dobre serce (a nic na to nie wskazuje :c). Nie wiem o czym mam pisać... Babcia zabrała mi kotę (bo stanęło na tym że to kotka) i zadowolona wywaliła na dwór. Teraz siedzi z dziadkiem w kuchni i rozprawia nad tym co zwykle, czyli jakie to te ludzie są nieczułe. Chyba pytała się, czy będę coś jeść, ale nie jestem pewna. Od śniadania zjadłam tylko dwie słodkie bułki w szkole i kilka ciastek w domu. Wiem, wiem - jestem uzależniona od cukru I co z tego?? Ostatnio robiliśmy na kółku informatycznym gazetkę na dolny hol pt.:Słodkie życie bez cukru. Taa, nie wystarcza im że czekolady i arbuzów nie mogę jeść to teraz jaszcze cukier?! Proszę bardzo: herbatkę zawsze piję bez cukru. (Wyjątkiem jest pomarańczowo-hibiskusowa, która nawet z cukrem smakuje jak wymiociny, więc chyba się nie liczy) A tak ogólnie, to na każdym kroku opycham się ciastkami... To jest stres. Jak się denerwuję to jem. I trzęsą mi się ręce. I wiecznie mi zimno. I na niczym nie mogę się skupić! I łatwo wyprowadzić mnie z równowagi o czym przekonał się M. Dzisiaj, wczoraj, jeszcze wcześniej. A on nadal ze mną <3 Tak samo jak Kamille, choć ostatnio coraz mniej :( Liceum nie radość. Gimnazjum też nie. Ale w pierwszej mogę sobie jeszcze trochę odpuścić. Choć właściwie to ie mogę. Bo egzamin już za trzy lata! A za trzydzieści może umrę, i kogo to obchodzi? Odnoszę wrażenie że chyba tylko na pewno mnie...

Junnika

czwartek, 11 września 2014

11 września 2014 roku

Aaaa! Mam tylko pięć minut na napisanie tego, co chce zapisać, więc... nie zdążę!!! Chociaż spróbować nie zaszkodzi...
No to od początku:

  • czarny kotek według mojej mamy to jednak kotka :P
  • według mnie to kocur, bo
  • Iza chce go nazwać Slasher, a ja
  • nie protestuję.


Pozdrawiam i żegnam!

Jun M.

czwartek, 4 września 2014

4 września 2014 roku

Hej!
Pierwsze kółko informatyczne już dziś, więc posty będą regularnie co tydzień w czwartki ;) Trzy informatyki po kolei - kto by nie chciał?

Jun

piątek, 29 sierpnia 2014

Początki z reguły bywają trudne...

Dobra ludzie, czas na show!

Zaczęłam pisać nowe opowiadanie i -uwaga- zamierzam je skończyć! Z Waszą pomocą oczywiście :) Po coś tu w końcu jesteście, co nie? Tylko przydałoby się Was trochę więcej uzbierać. Chociaż Ty, Kam, liczysz się za dwoje :* I Ty, Iszi, też. Bo jesteście ze mną od czasów poprzedniego bloga i niedokończonej historii o Lilianie. kiedyś to dopiszę, nie martwcie się. Jak na razie mam czternaście rozdziałów, z czego jeden to chyba nawet nie rozdział :P
Ale nie o tym ja tu chciałam nawijać po nocy (tak, jest noc, bo jutro muszę rano wstać, żeby nakarmić koty - och, jak słodko. Normalnie każdy chciałby tak spędzić ostatnie dni wakacji -.-).
Otóż... I tu się kłania tytuł posta (ja się nakłaniałam w poprzedniej notce to teraz ktoś się mi musi odwdzięczyć tym samym. Ej, poście, sznurówka ci się rozwiązała!) - początki są trudne. Więc zacznijmy od Julki. Niech się ona martwi, bo ja i tak mam za dużo na głowie.


Główna bohaterka:
Julia Ferency
Julka jest nastolatką. Chodzi do pierwszej klasy liceum w niewielkim nadmorskim mia-steczku, którego mieszkańcy niezwykle barwnie wyobrażają sobie życie w wielkim mie-ście. Julia jako jedyna zdaje się mieć wątpliwości, że miejskie życie nie jest różowe, jednak znajomi nie podzielają jej zdania – pochłonięci marzeniami typu: „co by było gdybym mieszkał w prawdziwym mieście” utrzymują się w przekonaniu, że Jula naczytała się oszustw z tych swoich książek o „wampirach i innych bzdurach”. Dziewczyna stara się nie przejmować tym, że jest odtrącona przez społeczeństwo, lecz jej rodzice, uważani za największych imprezowiczów w miasteczku, są zdruzgotani tą „pochodzącą z nieznanych źródeł aspołecznością córki”.
Kiedy ludzie z miasteczka zaczynają masowo się wyprowadzać, szum rośnie. Do czasu. Pewnego kwietniowego popołudnia do domu na końcu Drogi do Nikąd (jak nazywana jest przez ludzi zamieszkujących domy wzdłuż niej) wprowadza się rodzina Moltonów: Charlotta i Martin oraz ich dzieci: siedmioletnia Melasa i siedemnastoletni Net. Wieść, że przenieśli się z Nowego Jorku szybko się rozchodzi. Tylko Julia przyjmuje to do wiadomo-ści z typową dla niej w ostatnim czasie obojętnością. Tymczasem chłopak robi furorę w liceum, na każdym kroku opowiadając o zatłoczonych ulicach NY.
Jula jest niezwykle drobna jak na swój wiek. Niewiele brakuje jej do figury anorektyczki, co jeszcze bardziej pogarsza stosunki dziewczyny z rówieśnikami. Jasna włosy albo ukry-wa pod bejsbolówkami, albo farbuje na zwariowane kolory. Dlaczego? Otóż Julka jest jedyną w całej miejscowości blondynką! Poważnie zastanawia się nad tym, czy nie jest adoptowana, co by z kolei wyjaśniało dlaczego z żadnej strony nie przypomina rodziców. Julia ma czarne jak atrament oczy, w których nie sposób wypatrzeć źrenic. Kolor tęczówek często doprowadzał do obłędu jej krewnych. W szkole posądzano ją o noszenie soczewek. Bo, nie oszukujmy się, kto miałby aż takiego pecha, żeby urodzić się blondynką o porcelanowej cerze i czarnych oczach?! Odpowiedź: Julia. A jakby tego było mało, Julka miała na nosie pełno piegów, które, dzięki Bogu, wyblakły, gdy Jula miała nie więcej jak dziesięć lat, więc żeby je zobaczyć trzeba było się naprawdę dobrze przyjrzeć z naprawdę bardzo bliskiej odległości. Poza tym, nastolatka ubiera się wyłącznie na czarno, biało, szaro i niebiesko. Czasami dla odmiany włoży coś turkusowego wyciągniętego z dna szafy. 
I tyle.
To jest ta dziewczyna. To jest Julia.

I to na razie tyle. Zostawiam Was ze swoimi przemyśleniami.
Niedługo wrócę!

Junnika M. 

29 sierpnia 2014 roku


Wee :D Jestem taka szczęśliwa!

Brat mojej babci pojechał dzisiaj z wnukami do lasu i znalazł tam dwa kotki, a że on ma już całkiem pokaźną kociarnię, to kotki wylądowały u nas ^^. Moje marzenie z dzieciństwa numer 3: mieć całego czarnego kota - można odhaczyć. Tylko teraz nie wiem jak go nazwać :/ Tak, on zawsze chciałam mieć czarnego kota, ale kotkę, nie kocura. A to według babci jest kocur (ja tam mu pod ogon nie zaglądałam, więc zdam się na nią). Kotka zwałaby się Luna - księżyc (wpływ Sailor Moon :p). Aww, śliczny tan kocurek =^w^= Urządzę chyba małe głosowanko. Oto propozycje (wiem, wiem, że beznadziejne):

  1. Silver (kompletnie do niego nie pasuje, ale kto by się tym przejmował? xD)
  2. Cameron (ukłon w stronę Sekretnej z moj-prywatny-pamietnik.blogspot.com)
  3. Xander (kolejny ukłon w stronę Sekretnej)
  4. Slasher (ukłon dla Słonia i Miksera)
  5. Sebastian (kto czytał Dary Anioła ten wie dlaczego tak ;) )
  6. Sael (jak się nazywał szatan? kto odrobił lekcje?)
  7. coś innego? bo niektórzy mogą stwierdzić że krzywdzę kotka...
Dla małej nie mam jeszcze nawet pomysłu na imię. Ona jest taka przeciętna w swojej nieprzeciętności xD.

Macie jeszcze filmik, a ja idę pisać komentarz do Zuzki M.. Czy może mam już mówić Natalii? :)


Jun

środa, 27 sierpnia 2014

27 sierpnia 2014 roku (2)

Byłam, kupiłam.
A najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że w szkole nie wiedzą jakie będą książki do religii i angielskiego i czy podręcznik do muzyki jest wgl potrzebny. Przepraszam bardzo! Jak wy nie wiecie, to kto??!!
Przynajmniej dowiedziałam się, że jeśli dochód w rodzinie wynosi tysiąc z groszami na jedną osobę, to z moją średnią mogę się ubiegać o stypendium (400 zł na miesiąc przez cały rok szkolny (czyli dziesięć miesięcy)). Jak dla mnie może być. Uzbieram sobie na tableta i wymarzoną nokię lumię 720 (albo nokię ashę 501). Nie mówię że samsung galaxy core plus g350 fundowany przez rodziców mi się nie podoba! Wręcz przeciwnie, ale... po prostu nie lubię wszystkich telefonów które nie są nokiami. Moja nokia niewiadomojaksięzwąca na przykład bez szwanku przeżyła upadek z drugiego piętra - nie pytajcie jak do tego doszło. No, i taki telefon to ja mogę mieć! Szkoda tylko, że jak ją upuściłam w łazience na płytki to ekran penknoł w rogu '~' A w Woli Gułowskiej jak nią graliśmy w hokeja na auli to się trochę z tyłu porysowała... Ale czego ja wymagam: to jest telefon - urządzenie, z którym nie powinno się robić tego co ja z nim robię. Nom, więc... czekamy na samsunga. No bo mi salon orange w Łukowie zamknęli! Foch! Na zawsze! Tzn do jutra. Bo jutro... jadę do z mamą do pracy i będę jak głupia sterczeć na deptaku i rozdawać ludziom ulotki!!! Chyba, że się wymigam i pojadę dopiero w sobotę. Znając moją mamę to to nie wypali i jutro sobie posterczę między Staropijarską a Nowopijarską w Łukowie w województwie lubelskim :P Chyba wyciągnę Talkę, żeby mi pomogła. Trochę kasy zarobi, bo tylko ja tyram dla mamy za darmo - reszcie motłochu płaci całkiem nieźle. I gdzie tu sprawiedliwość? Nie wiesz? A ja wiem: nie ma jej!

(żebyście wiedzieli czego teraz słucham)


Jun

27 sierpnia 2014 roku

Hej.
Puki mam internet, postaram się pisać co trzy dni, chociaż nie za bardzo mam o czym :/ Bo nie będę tak rozpamiętywać tego, że wredne weterynarze obcięły France ogon!!!. To by groziło zawieszeniem bloga z powodu bliżej nieokreślonego, a ja siedziałabym z Franą na schodach i gapiła się w płot, który już dawno miałam pomalować.
A więc...
Na razie dodam zdjęcia:

 





















Takie tam widoczki z okna na strychu.
Nic ciekawego, ale mi się podobają :p
Tak, hmm... A teraz pojadę po podręczniki do szkoły. Nie, nie pojadę. Pojadę... Nie pojadę! Zostaję tu, koniec, kropka. Ale podręczniki się same nie kupią...
Trudna decyzja. Od tego przecież zależą losy świata, czy ja kupię książki dziś, czy jutro, czy oleję szkołę i nie kupię wcale! <westchnienie> Pojadę za pół godziny. Równo o czternastej zero zero. Za dwadzieścia dziewięć minut...
Tik-tak, tik-tak. Jak mnie wnerwia ten tykający zegar!!! Dwadzieścia osiem.

<dwa głębokie oddechy> Aż mnie głowa rozbolała.
Postaram się jeszcze dziś coś napisać.

Juna

niedziela, 24 sierpnia 2014

24 sierpnia 2014 roku

Siemka :]

Znowu siedzę na strychu... Pada deszcz, a ja słucham rapu Słonia :3

Od miesiąca szukam internetu. Zawędrowałam nawet do mamy do pracy. I nic! Jakiś kryzys, czy coś. Rodzice (po moich codziesięciominutowych skargach) zdecydowali, że z plusa przenosimy się do lukmana. Nie protestuję. Ja tu po prostu chcę mieć szybki internet!!! Nic więcej. Może jedynie odrobinkę spokoju. Ociupinkę. Akurat tyle, żebym mogła codziennie dodać posta i odwiedzić kilka stron internetowych typu: lubimyczytać.pl, taniaksiazka.pl, itp, itd. Żadnych facebooków, asków, instagramów. Ewentualnie tumblr. Czyż wymagam za wiele?? Bo mi się zdaje że nie :p 

Jun

niedziela, 20 lipca 2014

20 lipca 2014 roku

Hey, hi, hello!*
Siema ludzie.

Długo nas nie było, to już nie ten sam widok na i ludzie już nie tacy jak tam**

Byłam strasznie zalatana. No wiecie, książki, biblioteki, koncerty - te sprawy.

I nadal jestem zalatana. Od jutra angielski, w piątek jadę na wycieczkę na mazury.

Obiecuję... Nie, nie obiecuję.ale postaram się tak zrobić: będę pisać, gdy tylko znajdę coś do
opisania i, oczywiście, trochę czasu.

Nie gniewajcie się.

Mamy przecież wakacje.

I do tego tak często pada(przynajmniej u mnie) <3

Pozdrawiam ;)

Junnika
_____________

*Shaun Baker - "Hey, hi, hello"
**Liber & Natalia Szroeder - "Wszystkiego na raz"

sobota, 12 lipca 2014

2 lipca 2014 roku

Siemano dziewczyny (z tego, co zaobserwowałam, to jest Was cztery).

Tego posta piszę wtedy - patrz: data u góry. Niżej u góry ;D

O dziesiątej czterdzieści czasu bułgarskiego dotarliśmy nad Morze Czarne. O trzynastej byliśmy już pod hotelem Neva w Kiten.

Całą drogę (trzydzieści ileś godzin) spędziłam w towarzystwie Martynki (nie mylić z Martynną, która jest Martynną i jest fajna, bo Martynka jest wiadomo kim i jest wku*wiająca)

Dwa razy dzwonili do mnie rodzice, żeby zapytać , czy zmieniłam buty - Yyy... A jak nie, to co? Dogonicie mnie odrzutowcem i siłą zmusicie do zmienienia niebieskich adidasów za kostkę na czarne cekiniaste baleriny? Serio? Jakoś wątpię.

Gdy to piszę, o 20:30 czasu bułgarskiego (czyli dla nieumnych o 19:30 czasu polskiego) siedzę w pokoju na trzecim piętrze po rusku (czyli drugim piętrze po polsku - Rosjanie nie uznają parteru..), który dzielę z Olą Z. i Karoliną nr 1. Mendy poszły popływać w basenie chwilę po tym jak obżarły się nutellą i chlebem, i waflami ryżowymi, i nachlały poziomkową jurajską. A, i jeszcze zrobiły sb kilka "sweet foci" i nagrały filmik na bloga Olki "Jak być idealną mendą". A tak na serio, to dziewczyny są nawet spoko (jeśli ktoś lubi zarozumiałe mendy uzależnione od internetu). Wnerwia mnie to, że dla nich całe życie to zabawa. Pyf. Powiedziałam czterem nastolatkom, że życie nie jest zabawą - zaraz sb pójdą i nigdy nie wrócą. Ale cóż, takie życie. Trzeba iść dalej. Jakoś przebolejemy każdą stratę. "Idźmy do przodu, non stop walczmy by nie stracić krwi. Trzeba ułożyć wszystko tak jak kiedyś miało być." ~Krasza "Trzeba Iść". A kiedyś miało być tak, że miałam mieć blg z opowiadanio-książkami :P Może tak by coś napisać? Hmm... A, fakt! Miałam dopisać tamto o Ali-nie-Ali. Nie wiem na czym skończyłam... Załóżmy, że tutaj <szpera w mózgu>: Alka wyjawia wszystko, oczywiście w tajemnicy, Annice, a An, również w sekrecie, mówi jej, że też kiedyś odbyła podróż do Międzyświata. Tak, użyła tego magicznego, wymyślonego przeze mnie słowa: Międzyświat. Zaczynają o tym gadać:
   - Bla, bla, bla, Anniko, nie uwierzysz.
   - Co takiego, Alicjo? Czyżby bla, bla?!
   - Oh, nie. Oczywiście, że nie bla. Ale bla, bla, bla przez lustro w bla do bla, bla, bla, bla! Bla ciemno, bla zimno, bla potwory, bla bałam się!
   - A, to bla Międzyświat. Ja też tam bla, bla. Między drzewami bla jest lustro, które bla, bla, bla.
   - Musimy tam wrócić! Musimy tam wrócić! Proooszę, Anniko. <słodkie oczy>
   - Czyś ty do reszty zwariował?!
   - Nie.
   - W takim razie jesteś pewna, że chcesz tam bla?
   - Jak najbardziej. Masz jakieś wąty?
   - Tak.
   - To idź do ortodonty. A teraz zbieraj manatki i idziemy do domu mojej babci sprawdzić, czy przez inne lustra można się gdzieś przenieść. <bojowy okrzyk>
   - Nie! To niebezpieczne. Ale tak. Przez inne lustra do się bla do bla.
   - Krainy Luster?! Serio?
   - Tak.
   - Wee! Idziemy to sprawdzić.
-.-
   - Żarty sb robisz?
   - Nie.
   - Aha. No to idziemy.
Poszły, wróciły, Alicję wciągnęło jedno z luster z Krainy Luster i trafiła do Krainy Niespełnionych Życzeń Do Spadających Gwiazd (w skrócie KNŻDSG), która składała się z jednego olbrzymiego lewitującego zamku królowej Kier (♥). Z dachu owego zamku można było podziwiać niebo nocą (nawet jeśli za oknem piętro niżej świeciło słońce) i miliardy spadających gwiazd. Alicja, jako książkowy odpowiednik mnie, po dwóch krokach się zgubiła. Po dłuuuuugim błądzeniu po korytarzach pełnych zamkniętych drzwi, Ala trafia wreszcie na jedne otwarte. Prowadzą one do komnaty, którą tak pięknie sobie wyobraziłam i tak pięknie opisałam w sms-ie do Kam, że drugi raz tego nie zrobię. Kam, jeśli masz jeszcze tego esa, to napisz jego treść w komentarzu - będę Ci dozgonnie wdzięczna i nawet odpuszczę Ci tę pracę domową i dwie czekolady  *.*, a to jest (z której strony by nie patrzeć) ogromne poświęcenie!

Dobra, kończę. Zołzy wróciły.

Junnika

niedziela, 29 czerwca 2014

29 czerwca 2014 roku

Jutro o 23:59 wyjeżdżam do Bułgarii. Nie będę miała nawet za kim tęsknić, bo Iszi dziesięć minut temu wyjechała na kolonie, a Kam od wczoraj siedzi w Łebie. A, prawda, Martynna, z tego co wiem, zostaje w domu. Trochę jej współczuję. Cały lipiec bez mojego towarzystwa - toż to przecież niedorzeczność! Tak nie można! ;D

A tak na serio to strasznie mi smutno :c Spędzę 30 godzin w autobusie z ludźmi, których prawie nie znam i, co za tym idzie, z ludźmi, którzy mnie nie lubią. Masakra. Do mojej partnerki z tańców: Aśko! Wiem, że zdania już nie zmienisz (a nawet gdyby to już jest za późno :P), ale zaklinam cię (coś jakimś tanim dramatem zaleciało), jeśli jeszcze raz wystawisz mnie do wiatru i będę musiała jechać sama, to rzucę na ciebie klątwę XD I Kam mi pomoże. Przysięgam! I niech Nyks mnie ukarze, jeśli przysięgi nie dotrzymam.
Frania

Idzie burza. A ja siedzę na strychu (o zgrozo). Co chwila coś mi tu spada, skrzypi, dudni.., a ja sobie stąd i tak nie pójdę ;p Po pierwsze: jak pójdę, to będę musiała się pakować. Po drugie: w moim pokoju urzęduje Franka, bo ją samochód potrącił i chodzić nie może.
A tak się prezentowała Frana, kiedy czekałyśmy u weterynarza:
Mało widać, że to kot, ale się bała. No, i obskakiwał nas taki mały czarny pies :/ Nie podobało nam się. Kota i tak dzielnie to zniosła, ale, ale.. Ale w Łukowie nie mają rentgena dla zwierząt i nie mogli sprawdzić, co jej tak konkretnie się stało :P Głupie ludzie. Od biedy mogliby i USG użyć, byleby tylko małą poskładać. A tak dostała tylko syrop przeciwbólowy za cztery dychy i zakaz poruszania się przez najbliższy tydzień. Prawdopodobnie ma jedną łapkę wyrwaną ze stawu i nie będzie mogła nią ruszać. I ta miednica - cała roztrzaskana, jakby ten kotjeł pod kosiarkę wpadł, a nie pod samochód. Ale ja się nie znam, dwa lata temu mi ochota na zostanie weterynarzem przeszła i kompletnie mnie nie obchodzi, co kocie jest. Chcę tylko żeby wyzdrowiała. Czy pragnę za wiele? Najwyraźniej tak...
   
Po powrocie od weta przyszła do mnie Iszi, po torbę, którą moja mama jej wymieniała w Biedronce (i przy okazji kupiła mi taką samą ;j zdj u Iszi). Przy okazji uzupełniła mi karteczkę z podpisami, bo (oczywiście) stała najbliżej mnie i (oczywiście) jako jedyna mi się nie podpisała. Obok: kartka jeszcze bez uzupełnienia. Nieco wulgarna, bo... no cóż, wszyscy mi się podpisali, a, jak widać ma załączonym obrazku, czterech zboczeńców przebłagać mi się nie udało. Pozostałym: Bartkowi, Maćkowi, Osiniakowi, Pacinowi, Rafałowi i Piotrkowi serdecznie dziękuję za niesianie zgorszenia wśród polskiej młodzieży szkolnej. Będzie wam zapamiętane! Gdzieś tak z dwa tygodnie :P Dopóki kartki nie zgubię XD
1.

A teraz zdjęcia robione w biegu (dosłownie): 


2.

















3.


Na pierwszym: mój dobry, stary telefonik. Świeżo poobklejany. Takiego to już go ciocia nie zechce (i ma prawo). Zrobiono: kiedy zbiegałam po schodach w pracy mamy, żeby kupić w piekarni na dole coś do jedzenia.
Na drugim: zachód słońca, kiedy z zawrotną prędkością wracałam z tatą z polowania w lidlu w piątek po spotkaniu przedwyjazdowodoBułgarii-organizacyjnym.
Trzecie przedstawia moją nagrodę od wójta za średnią ocen powyżej 5,3. Zrobiono podczas ucieczki z "miejsca zbrodni" tj. z placu z ławeczkami przed sceną do samochodu.


Chyba powinnam już iść... Jutro muszę rano (o dziesiątej) wstać, żeby się przygotować, spakować, kupić prowiant, znaleźć paszport (jak stracę cierpliwość to wezmę dowód osobisty), dać France lek, itp. Buty umyć.

Dobranoc! Miłych wakacji!

Juna

piątek, 27 czerwca 2014

27 czerwca 2014 roku

I dziś nastał koniec. A może to dopiero początek? Cieszę się, że nie muszę zmieniać szkoły. Nie lubię się powtarzać, dziesięć razy bez celu opowiadać o sobie. Poza tym ludzie z mojej klasy są fajni - razem możemy nawet uratować świat. Nie żebyśmy planowali w najbliższym czasie taką akcję. Ratowanie świata to nie nasza działka. My rozśmieszamy nauczycieli (nawet tych najtwardszych) i kolegujemy się  personelem szkoły. I organizujemy 80% wszystkich rajdów, wycieczek, dyskotek, biwaków itp itd. Tak, moja klasa jest fajna. I choć była fajna już na samym początku, z Tomkiem z Francji i Wiktorią z Anglii, to fajną pozostała, gdy tamci odeszli, a pojawili się inni - Iszi, Osiniak i Gruby. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez nich. Nie mogę uwierzyć, że mogłam żyć normalnie jako jedyna osoba z Celin Szlacheckich, bez koleżanek, kolegów. Nawet z Martynną się jeszcze nie kumplowałam. Nie znałam Kamili. Teraz to wydaje mi się nierealne. Tak jak to, że kiedyś Natalga nie miała wokół siebie wianuszka wielbicieli. Albo to, że moi rodzice mieli tylko jeden samochód. Że Adam uczył mnie się bić. Że na strychu był tylko strych, a na stole pod oknem stała zabytkowa maszyna do pisania, którą znalazłam z Piotrkiem i Adamem, kiedy pewnego deszczowego dnia nam się nudziło. Teraz jest inaczej. Maszyna znów gra rolę zaginionej. Piotrek chodzi do liceum i mogę zliczyć na palcach jednej ręki ile razy u nas był w tym roku. Adam poszedł do Łukowa do gimnazjum i nie było go u nas jeszcze dłużej. już nie jem obiadów u cioci. Bez przerwy kłócę się z Natalgą. Wszędzie towarzyszy mi Martynna. A Iszi gości u mnie przynajmniej raz w tygodniu. Gdyby ktoś mi powiedział, że w szóstej klasie tak będzie się prezentowała moja mała rzeczywistość - nie uwierzyłabym. Zresztą, w tamtym roku nikt z mojej klasy nie wiedział, że mogę powiedzieć dwa zdania na jakiś temat niezwiązany ze szkołą. A teraz zapewne nie pamiętają już mnie jako cichej myszki, ulubienicy wszystkich nauczycieli. Zmieniłam się, lecz nie z własnej woli. To mój świat się zmienił, zmuszając mnie, bym się przystosowała.

Junnika

czwartek, 26 czerwca 2014

25 czerwca 2014 roku

Mam internet :)

Od czterech godzin nadrabiam zaległości na blogach i sms-uję z Kam o życiu, sensie istnienia i tym podobnym. Robię to, chociaż powinnam czytać Zatrute ciasteczko Alana Bradleya, które muszę oddać do biblioteki przed wyjazdem do Bułgarii.

Wczoraj byłam na wycieczce w Siedlcach. Katolickie Radio Podlasie, muzeum, katedra, aqua park, McDonald. Więcej szczegółów u Iszi. No, może nie więcej szczegółów ale jest link do strony ze zdjęciami :] Mi nie opłaca się tego wszystkiego pisać. Kulturalnie poinformuję Was: było fajnie, mnie taż próbował utopić Rafał w parku wodnym, a z Kłodą sprawdzałam jak głęboko trzeba zanurkować żeby cię nie było widać z powierzchni. To tyle. A...

dzisiaj na wf poszliśmy razem z piątą klasą i całe dwie godziny zamiast grać z chłopakami w ręczną grałyśmy (ja, Iszi, Sylwia, Martynna, Kacha i taka jedna Ania) w szatni w Państwa, Miasta.. (zasługa moja i Sylwii). Później angielski, polski, rosyjski i historia zlały się w jedną lekcję, na której w towarzystwie całej czwartej i trzech osób z piątej klasy objadaliśmy się cukierkami (Kacha miała urodziny - najlepszego!), herbatnikami (ukłon w stronę Iszi) i oglądaliśmy po kawałku różnych bajek (chyba najwięcej było Krainy lodu...). Później musiałam załatwić mojej damce (dla niedoinformowanych: damka to jest taki rower) bezpieczny powrót do domu. Pomogła mi ciocia G, od razu pomagając mi w oszczędzaniu na środkach komunikacji publicznej wiejsko-miejskiej prosząc panią Kasię o podrzucenie mnie do Łukowa. Pani K się spieszyło, więc wypuściła mnie na innych światłach i musiałam się przespacerować całkiem spory kawałek żeby dojść do pracy mamy: przeszłam przez pasy koło straży pożarnej, później przez most, minęłam centrum chińskie, bibliotekę, znowu przeszłam po pasach (jednych, drugich, trzecich), na skos przez skwer, koło muzycznej, przez postój taksówek, koło Łuksji (gdzie mama zaparkowała samochód), przez pasy, skwer, kiosk, budka z lodami, bank, kwiaciarnia, architekci, mama - po schodach na drugie piętro. Pięć minut później po schodach w dół na obiad, dziesięć później - w górę, dwie godziny później - w dół, godzinę później - góra i wreszcie po dwudziestu minutach w dół. Trochę się nalatałam, to mi trzeba przyznać. Na zakupy i do domu :P

Junnie

P.S. Tak, wiem że wyświetla się inna data. Problemy techniczne.