niedziela, 29 czerwca 2014

29 czerwca 2014 roku

Jutro o 23:59 wyjeżdżam do Bułgarii. Nie będę miała nawet za kim tęsknić, bo Iszi dziesięć minut temu wyjechała na kolonie, a Kam od wczoraj siedzi w Łebie. A, prawda, Martynna, z tego co wiem, zostaje w domu. Trochę jej współczuję. Cały lipiec bez mojego towarzystwa - toż to przecież niedorzeczność! Tak nie można! ;D

A tak na serio to strasznie mi smutno :c Spędzę 30 godzin w autobusie z ludźmi, których prawie nie znam i, co za tym idzie, z ludźmi, którzy mnie nie lubią. Masakra. Do mojej partnerki z tańców: Aśko! Wiem, że zdania już nie zmienisz (a nawet gdyby to już jest za późno :P), ale zaklinam cię (coś jakimś tanim dramatem zaleciało), jeśli jeszcze raz wystawisz mnie do wiatru i będę musiała jechać sama, to rzucę na ciebie klątwę XD I Kam mi pomoże. Przysięgam! I niech Nyks mnie ukarze, jeśli przysięgi nie dotrzymam.
Frania

Idzie burza. A ja siedzę na strychu (o zgrozo). Co chwila coś mi tu spada, skrzypi, dudni.., a ja sobie stąd i tak nie pójdę ;p Po pierwsze: jak pójdę, to będę musiała się pakować. Po drugie: w moim pokoju urzęduje Franka, bo ją samochód potrącił i chodzić nie może.
A tak się prezentowała Frana, kiedy czekałyśmy u weterynarza:
Mało widać, że to kot, ale się bała. No, i obskakiwał nas taki mały czarny pies :/ Nie podobało nam się. Kota i tak dzielnie to zniosła, ale, ale.. Ale w Łukowie nie mają rentgena dla zwierząt i nie mogli sprawdzić, co jej tak konkretnie się stało :P Głupie ludzie. Od biedy mogliby i USG użyć, byleby tylko małą poskładać. A tak dostała tylko syrop przeciwbólowy za cztery dychy i zakaz poruszania się przez najbliższy tydzień. Prawdopodobnie ma jedną łapkę wyrwaną ze stawu i nie będzie mogła nią ruszać. I ta miednica - cała roztrzaskana, jakby ten kotjeł pod kosiarkę wpadł, a nie pod samochód. Ale ja się nie znam, dwa lata temu mi ochota na zostanie weterynarzem przeszła i kompletnie mnie nie obchodzi, co kocie jest. Chcę tylko żeby wyzdrowiała. Czy pragnę za wiele? Najwyraźniej tak...
   
Po powrocie od weta przyszła do mnie Iszi, po torbę, którą moja mama jej wymieniała w Biedronce (i przy okazji kupiła mi taką samą ;j zdj u Iszi). Przy okazji uzupełniła mi karteczkę z podpisami, bo (oczywiście) stała najbliżej mnie i (oczywiście) jako jedyna mi się nie podpisała. Obok: kartka jeszcze bez uzupełnienia. Nieco wulgarna, bo... no cóż, wszyscy mi się podpisali, a, jak widać ma załączonym obrazku, czterech zboczeńców przebłagać mi się nie udało. Pozostałym: Bartkowi, Maćkowi, Osiniakowi, Pacinowi, Rafałowi i Piotrkowi serdecznie dziękuję za niesianie zgorszenia wśród polskiej młodzieży szkolnej. Będzie wam zapamiętane! Gdzieś tak z dwa tygodnie :P Dopóki kartki nie zgubię XD
1.

A teraz zdjęcia robione w biegu (dosłownie): 


2.

















3.


Na pierwszym: mój dobry, stary telefonik. Świeżo poobklejany. Takiego to już go ciocia nie zechce (i ma prawo). Zrobiono: kiedy zbiegałam po schodach w pracy mamy, żeby kupić w piekarni na dole coś do jedzenia.
Na drugim: zachód słońca, kiedy z zawrotną prędkością wracałam z tatą z polowania w lidlu w piątek po spotkaniu przedwyjazdowodoBułgarii-organizacyjnym.
Trzecie przedstawia moją nagrodę od wójta za średnią ocen powyżej 5,3. Zrobiono podczas ucieczki z "miejsca zbrodni" tj. z placu z ławeczkami przed sceną do samochodu.


Chyba powinnam już iść... Jutro muszę rano (o dziesiątej) wstać, żeby się przygotować, spakować, kupić prowiant, znaleźć paszport (jak stracę cierpliwość to wezmę dowód osobisty), dać France lek, itp. Buty umyć.

Dobranoc! Miłych wakacji!

Juna

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz