sobota, 15 listopada 2014

1.



"Patrzę w twoje oczy, widzę zazdrość i smutek."
Krasza - Z Kamienia Serce

Julia szubko weszła do klasy i zajęła miejsce w drugim rzędzie, przy ścianie. Tam nikt nie zwracał na nią uwagi. Gdzie nikt jej nie widział, tłumaczyła sobie. Była dla nich niewidzialna. Przynajmniej przez większość czasu. Niekiedy jej dokuczali, ale to mogła przeboleć. Za tę chwilę spokoju. Tylko za chwilę spokoju. Tyle jej wystarczyło, by okrzyknąć dzień udanym.
– Siema, dziwolągu – zarechotała Shianna, przechodząc koło jej ławki, a dwie dziewczyny podążające za nią jaj cienie zawtórowały jej swym piskliwym chichotem.
To z pewnością nie będzie dobry dzień.
– Jaki dziś masz kolor włosów, blondyneczko? – Emelin podeszła do niej i zgrabnym ruchem zerwał jej z głowy bejsbolówkę. Miedzianozłote, proste jak druty włosy opadły Juli na twarz, przez co Shianna, Emelin i ich świta przez prawie pięć minut pokładały się ze śmiechu. Ale poszkodowana nawet nie drgnęła. Nadal siedziała lekko zgarbiona ze wzrokiem utkwionym w sfatygowanym blacie szkolnej ławki. Poruszyła się dopiero, gdy poczuła na sobie czyjś świdrujący wzrok. Czyjś naprawdę natarczywy świdrujący wzrok. Nienawidziła takich spojrzeń. Podniosła głowę i ujrzała coś, czego miała nadzieję nigdy nie zobaczyć. Najnowszy nabytek ich szkoły, Net Molton, wpatrywał się w nią ze współczuciem. Ze współczuciem! Co on sobie myślał?! Nie była przecież jakaś cholerną ofiarą. Co to, to nie. I nigdy nie zamierzała nią zostać. Przenigdy!
Szybko zgarnęła swoje rzeczy do czarnej torby, którą natychmiast przełożyła sobie przez ramię. Poderwał się z miejsca i wybiegła z klasy. Było już parę minut po dzwonku i korytarz był całkowicie pusty, co znacznie ułatwiało ucieczkę. Niespodziewanie Julka usłyszała za sobą kroki. Były za ciężkie jak na którąś z jej prześladowczyń, więc wywnioskowała, że to jeden z chłopaków z drużyny koszykarskiej. Czasem, kiedy uciekała z „miejsca zbrodni” któryś z nich, ot tak, dla żartu, przez kilkanaście metrów ją gonił. Później zatrzymywał się, odwracał do kumpli i wszyscy zaczynali się śmiać. Śmiać z niej. Tak też było i tym razem. Po chwili kroki ucichły – pogoń ustąpiła. Ale śmiech się nie rozległ. Julka jednak nie zamierzała na to czekać. Przyspieszyła, biegnąc tylko jej znanym korytarzem, na końcu którego znajdował się obszerny prostokątny taras z widokiem na wspaniały acz zarośnięty park. Stanęła u szczytu schodów; z trzech stron tarasu można było zejść do tego Tajemniczego Ogrodu. Tylko dla niej. I Izabeli.
– Izabelo? – Jej głos wydał się dziwnie obcy w tej ciszy bezwietrznego, kwietniowego, nieznośnie słonecznego dnia.
Już po chwili z  jednego z sędziwych dębów zeskoczyła rudo-biała perska kotka w delikatnej skórzanej obróżce, świadczącej o zamożności domniemanej właścicielki, którą była lub jest Anna Hathie. Sądząc po staroświeckości imienia raczej była.
– Izabelo! – krzyknęła Julka, gdy zdezorientowana kotka zaczęła niepewnie obwąchiwać pierwszy stopień. Izabela natychmiast spojrzała prosto na nią i szybciej od jakiegokolwiek sprintera wbiegła po schodach, których było, nie mniej, nie więcej, tylko sto dwanaście. Sto trzynaście z tym prawie zapadniętym, przypomniała sobie Julia i uśmiechnęła się w duchu. Pamiętała jak kilka lat temu razem z Izabelą uczyła się tu liczyć. Zaczęła się zastanawiać, ile kotka może mieć lat. Na pewno w kocim przeliczeniu była już staruszką. Musiała przyznać, że nie bardzo można było w to uwierzyć patrząc, jak z prędkością światła wspina się po stopniach. Już po chwili Izabela stała obok Julii i cicho mruczała.
– No choć do mnie, maleńka – zachęciła dziewczyna, a kotka wskoczyła na jej wyciągnięte ręce i zaczęła wbijać pazurki w przedramię Julki. – Stęskniłaś się?
Nagle kocica znieruchomiała, naprężyła się i warknęła tak, jakby wyczuła psa. Julia odwróciła się. Dwa metry za nią, nieco zmieszany, stał Net. Obie z Izabelą zmierzyły go wzrokiem, przez co jakby się zawstydził.
– Czego chcesz? – warknęła Jula przyciskając kotkę do siebie.
– Ja tylko chciałem ci to oddać. – Wyciągnął przed siebie rękę, w której trzymał czarną bejsbolówkę należącą do dziewczyny.
– Dzięki. – Chwyciła czapkę sekundę po tym, jak Izabela zeskoczyła na posadzkę, i razem puściły się biegiem w dół schodów.
– Nie ma sprawy – powiedział Net, chociaż został już sam.

– Wróciłam – oznajmiła Julka wchodząc do domu. Pustego domu. Który jednak po chwili wypełnił się bladoniebieskimi sylwetkami ludzi szepczących coś między sobą. – Możecie już iść.
Nie ma to jak dom pełen hologramów, pomyślała przewracając oczami. Kolejny, głupi według niej, pomysł rodziców. Ponoć ma być to doskonały patent na złodziei. Tylko jaki złodziej wejdzie frontowymi drzwiami?, zastanawiała się przygrzewając sobie obiad przygotowany rano przez gosposię. Chyba jakiś niedorozwinięty, stwierdziła siadając z parującym jedzeniem przed telewizorem. Bez przekonania zaczęła przeskakiwać po kanałach, nawet nie zwracając uwagi na programy, jakie są teraz puszczane. W końcu, z braku lepszego pomysłu zostawiła na kanale muzycznym, gdzie jej uwagę przykuła piosenka Eminema. Słuchała przez chwilę, po czym z uśmiechem wyłączyła telewizor i odniosła pusty już talerz do kuchni.
– Oceniaj mnie dopiero, gdy mnie poznasz. A więc nie oceniaj nigdy – powiedziała do siebie. – Słyszycie? Emelin, Shianna? Słyszycie?! Macie mnie nie oceniać! – roześmiała się. Weszła po schodach do swojego pokoju, który zajmował połowę poddasza małego jednorodzinnego domu Ferency’ów.
– Po co nam większy dom? Przecież jest nas tylko troje – miała w zwyczaju powtarzać jej matka.
– No właśnie – przytaknęła jej teraz Jula. Pchnęła jasne drewniane drzwi i przekroczyła próg do swojego czarno-szaro-biało-błękitnego królestwa. Od razu rzuciła jej się w oczy różowa koperta leżąca na białym staromodnym biurku. Delikatnie ja rozerwała i wyjęła ze środka trzy pocztówki i złożoną w trzech miejscach jasnoróżową kartkę. Nathalie, pomyślała. Tylko jedna osoba na świecie może mieć takiego bzika na punkcie różu. Rozłożyła papeterię i zaczęła czytać:

15 listopada 2014 roku

Zapomniałam wspomnieć: byłam w czwartek z mamą w... punkcie? tak to się nazywa? Dobra, mniejsza z tym. Byłam więc w... (znowu te schody; spróbujmy obejść system.. :]) w mistycznym miejscu, gdzie rozdają internet.. Nie! Źle! Nie rozdają, tylko... sprzedają. Tak, to odpowiednie słowo. Tym razem całość: W ostatni czwartek, który był dla mnie nader pechowym czwartkiem przez co nie nazwałabym go zwykłym, choć pogada była przeciętna, przebywałam wraz z mą rodzicielką imieniem Elżbieta w osławionym mieście Łuków. Wybrałyśmy się tam z powodu mego złego samopoczucia i uciążliwych, migrenopodobnych bóli głowy oraz ogólnego osłabienia, przez co nie mogłam w pełni świadomie uczestniczyć w zajęciach szkolnych i kilkakrotnie byłam bliska omdlenia. Medycy rozłożyli bezradnie ręce, nawet na mnie na zerknąwszy, co uważam za dziwne, gdyż miałam na sobie nową kurtkę w kolorze soczystej zieleni lekko wpadającej w żółć. Po "badaniach" udałyśmy się w pewne mistyczne miejsce, gdzie za niewielką, jak dla mnie, opłatą sprzedawano cud techniki, internet. Firma posiadająca władzę nad tym magicznym tworem zwie się lukman. Poinformowano nas tam, w niezbyt kulturalny sposób, że na światłowodach ten internet działa tylko w blokach. A gdzież my znajdziemy bloki w pobliżu naszej rezydencji na wsi? Bo światłowody są, nie da się zaprzeczyć. Pamiętam jak kilka lat temu rozkopali podwórko i zmuszona byłam skakać przez głębokie na pół metra dołki, by dostać się do domu. Ale nie odbiegajmy od tematu. Zdenerwowanej mamie i jeszcze bardziej wkurzonej mi zaproponowano internet... inny. Kobieta, nie - dziewczyna, siedząca za biurkiem wymieniła jego fachową nazwę, która, nawet gdybym ją zapamiętała, przy wymawianiu groziła połamaniem języka. Rodzicielka ma orzekła, że skonsultuje się z małżonkiem, czyli mym ojcem, Bogusławem, i wtedy przyjdzie i ich powiadomi.
Ach, te lekkośredniowiecznopodobne klimaty.. ^^ Tak to ja mogę pisać ;D

A teraz o ty, o czym od samego początku miał być post.
Otóż, kożystając z tego, że internet mnie ostatnio lubi (mnie i mój pokój, ściślej mówiąc), zgłosiłam swoją chęć zareklamowania się w Biblioteczce czytelniczej. Zobaczymy co z tego wyniknie :] Bądźmy dobrej myśli. A tymczasem coś ala reklama reklamowni, czyli o Biblioteczce:

  Biblioteczka czytelnicza powstała z myślą o wszystkich Twórcach opowiadań, pamiętników itp. Świat blogosfery jest ogromny. Zakładając bloga, myślimy, że jesteśmy jednymi z nielicznych do czasu, aż zdamy sobie sprawę, iż są nas „tysiące, a nawet setki”. Biblioteczka jest miejscem, gdzie bez zbędnych stresów można się zareklamować i zachęcić innych, aby zajrzeli na naszego bloga. Biblioteczka nie krytykuje, nie wyraża opinii na temat treści. Jest gruntem neutralnym, tutaj ogłaszać się mogą wszyscy.

Żywcem wyjęte ze strony BC xd Ale zabroni mi ktoś do reklamy wykorzystywać gotowych tekstów (a właściwie ich fragmentów) ze stron reklamowanych? Nikt! A właściwie to Veronike, (chyba) "opiekunka" Biblioteczki może. Ale nie sądzę, by to zrobiła. W końcu sama prosiła o reklamę (chyba)!
Coś dużo tych chybów... Ale, jak to powiedziała Agnieszka Tyszka w "Kawie dla Kota": "Jedno jest pewne, że nic nie jest pewne." ;)) I ja się zgadzam.

Junnika

czwartek, 13 listopada 2014

13 listopada 2014 roku

Jestem chora... Ale jestem szczęśliwa, bo mam internet ;3

Piosenka na dziś to Liber & Natalia Szroeder - A Teraz Ty... Wiem, nie rap. I nie rege. Ale czy nie mówiłam, że jestem zmienna jak chorągiewka na wietrze? Nie? To mówię teraz xD
A może ja też przestanę się bać. Wszystko będzie łatwiejsze...
Dzień różowy :D
Do pełni szczęścia brakuje mi tylko herbatki, która zaraz się zaparzy, śniegu, który niedługo spadnie i... tak, Barteka. Ale tego nigdy nie będę mieć. Mam za to poduszkę :D Różową :3 I kotqa też mam. Siwą. Mama rano mi ją wpuściła i teraz sobie kota leży koło mnie, zwinięta w kłębek... Tej to dobrze: tylko jeść, spać i się balalajdać ;D Słowo wymyślone przez moją mamę zrobiło furorę w naszym domu i zadziwiająco szybko się do niego przyzwyczailiśmy. Oznacza ona po prostu takie.. balalajdanie się kota xd Z jednego boku na drugi. I z powrotem. Nie umiem tego wytłumaczyć.. Kiedyś po prostu nagram którąś kotę jak się balajda i Wam pokażę. Tak, tak będzie najprościej.

A teraz: tantaran, co mi jest.
Szczególnie Isz będzie się zastanawiać co mi jest. W końcu prawie zemdlałam stojąc pół metra od niej! No, i właśnie to mi jest. Jestem osłabiona. Mama twierdzi, że czegośtam mi brakuje. Dziś, jak wiozła mnie do lekarza, powiedziała, że boi się zrobić mi badania na witaminy, bo pewnie nie mam żadnych... No bo ja przecież tylko ciastkami i serem żółtym żyję! A ja się pytam, kto te wszystkie mandarynki zjada? xD A u lekarki, po pobraniu krwi, znowu prawie zemdlałam. Nie polecam. A, i jeszcze mamka twierdzi, że jestem niedotleniona, bo na dworze jestem tylko: z domu na przystanek, z autobusu do szkoły, ze szkoły do autobusu, z autobusu do domu. Co jest nieprawdą, bo trzy razy w tygodniu jestem w Łukowie, a na tańce i angielski nikt mnie nie wozi! Słyszysz, mamo?

Jun M.

http://your-perfect-imperfections-ff.blogspot.com/

czwartek, 6 listopada 2014

6 listopada 2014 roku

Nowy miesiąc, nowy post, nowy internet?


Mama stwierdziła, że nie opłaca jej się płacić co miesiąc za mój internet w telefonie (20zł) + za internet w laptopie (30zł) skoro z pierwszego (wg niej) nie ma żadnego pożytku a drugiego więcej nie ma jak jest xd

Ale ja nie o tym przecież chciałam..
Od początku:  
  1. Jutro spotykam się z Natalgą, która z racji tego, że jest już tak samo stara jak ja została przechrzczona na Natalię. To nieoczekiwane spotkanie po latach (czyt. roku) nieodzywania się do siebie spowodowane jest chyba... moim zapisaniem się na dodatkowy angielski ;D Do szkoły języków obcych Alma Mater (kto słyszał, ten wie).
  2. Mam nowego kotka :3 Zwie się Luna, bo poprzednia Luna okazała się kocurem i... pisałam już o tym. Tak więc mamy Lunę!!! =^w^=
  3. Przyszedł do nas pers i był przez dwa tygodnie. Ja nazwałam ją Princessa, a moja mama upierała się przy Pusi ;P Rozumiem, dlaczego odeszła i wcale się jej nie dziwię.
  4. Iszan ma chłopaka! Aww, i taki słodki jest *u* I nieśmiały. I słodki ;D I ma na imię Marcin :)
  5. Szanowny Pan M. nie odezwał się do mnie od 12 października ;c Chyba napiszę do niego list..
  6. Będę miała komputer ;3 Albo tata mnie wkręca... :/
  7. Mam konkretnie zawalony cały tydzień. NIe zwariowałam tylko dlatego, że jeszcze ani razu nie odrobiłam lekcji xD 
Siedem punktów starczy :)

Właśnie sobie uświadomiłam, że jeśli mnie pamięć nie myli, to wcale Wam nie powiedziałam, że pod koniec wakacji pofarbowałam włosy na bordowo i w niektórych miejscach kolor nadal trzyma. Jak ja tak mogłam?! To tylko moja pokręcona podświadomość wie...


Jun M.