Zapomniałam wspomnieć: byłam w czwartek z mamą w... punkcie? tak to się nazywa? Dobra, mniejsza z tym. Byłam więc w... (znowu te schody; spróbujmy obejść system.. :]) w mistycznym miejscu, gdzie rozdają internet.. Nie! Źle! Nie rozdają, tylko... sprzedają. Tak, to odpowiednie słowo. Tym razem całość: W ostatni czwartek, który był dla mnie nader pechowym czwartkiem przez co nie nazwałabym go zwykłym, choć pogada była przeciętna, przebywałam wraz z mą rodzicielką imieniem Elżbieta w osławionym mieście Łuków. Wybrałyśmy się tam z powodu mego złego samopoczucia i uciążliwych, migrenopodobnych bóli głowy oraz ogólnego osłabienia, przez co nie mogłam w pełni świadomie uczestniczyć w zajęciach szkolnych i kilkakrotnie byłam bliska omdlenia. Medycy rozłożyli bezradnie ręce, nawet na mnie na zerknąwszy, co uważam za dziwne, gdyż miałam na sobie nową kurtkę w kolorze soczystej zieleni lekko wpadającej w żółć. Po "badaniach" udałyśmy się w pewne mistyczne miejsce, gdzie za niewielką, jak dla mnie, opłatą sprzedawano cud techniki, internet. Firma posiadająca władzę nad tym magicznym tworem zwie się lukman. Poinformowano nas tam, w niezbyt kulturalny sposób, że na światłowodach ten internet działa tylko w blokach. A gdzież my znajdziemy bloki w pobliżu naszej rezydencji na wsi? Bo światłowody są, nie da się zaprzeczyć. Pamiętam jak kilka lat temu rozkopali podwórko i zmuszona byłam skakać przez głębokie na pół metra dołki, by dostać się do domu. Ale nie odbiegajmy od tematu. Zdenerwowanej mamie i jeszcze bardziej wkurzonej mi zaproponowano internet... inny. Kobieta, nie - dziewczyna, siedząca za biurkiem wymieniła jego fachową nazwę, która, nawet gdybym ją zapamiętała, przy wymawianiu groziła połamaniem języka. Rodzicielka ma orzekła, że skonsultuje się z małżonkiem, czyli mym ojcem, Bogusławem, i wtedy przyjdzie i ich powiadomi.
Ach, te lekkośredniowiecznopodobne klimaty.. ^^ Tak to ja mogę pisać ;D
A teraz o ty, o czym od samego początku miał być post.
Otóż, kożystając z tego, że internet mnie ostatnio lubi (mnie i mój pokój, ściślej mówiąc), zgłosiłam swoją chęć zareklamowania się w Biblioteczce czytelniczej. Zobaczymy co z tego wyniknie :] Bądźmy dobrej myśli. A tymczasem coś ala reklama reklamowni, czyli o Biblioteczce:
Biblioteczka czytelnicza
powstała z myślą o wszystkich Twórcach opowiadań, pamiętników itp. Świat
blogosfery jest ogromny. Zakładając bloga, myślimy, że jesteśmy jednymi
z nielicznych do czasu, aż zdamy sobie sprawę, iż są nas „tysiące, a
nawet setki”. Biblioteczka jest miejscem, gdzie bez zbędnych stresów
można się zareklamować i zachęcić innych, aby zajrzeli na naszego bloga.
Biblioteczka nie krytykuje, nie wyraża opinii na temat treści. Jest
gruntem neutralnym, tutaj ogłaszać się mogą wszyscy.
Żywcem wyjęte ze strony BC xd Ale zabroni mi ktoś do reklamy wykorzystywać gotowych tekstów (a właściwie ich fragmentów) ze stron reklamowanych? Nikt! A właściwie to Veronike, (chyba) "opiekunka" Biblioteczki może. Ale nie sądzę, by to zrobiła. W końcu sama prosiła o reklamę (chyba)!
Coś dużo tych chybów... Ale, jak to powiedziała Agnieszka Tyszka w "Kawie dla Kota": "Jedno jest pewne, że nic nie jest pewne." ;)) I ja się zgadzam.
Junnika
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz