piątek, 29 sierpnia 2014

Początki z reguły bywają trudne...

Dobra ludzie, czas na show!

Zaczęłam pisać nowe opowiadanie i -uwaga- zamierzam je skończyć! Z Waszą pomocą oczywiście :) Po coś tu w końcu jesteście, co nie? Tylko przydałoby się Was trochę więcej uzbierać. Chociaż Ty, Kam, liczysz się za dwoje :* I Ty, Iszi, też. Bo jesteście ze mną od czasów poprzedniego bloga i niedokończonej historii o Lilianie. kiedyś to dopiszę, nie martwcie się. Jak na razie mam czternaście rozdziałów, z czego jeden to chyba nawet nie rozdział :P
Ale nie o tym ja tu chciałam nawijać po nocy (tak, jest noc, bo jutro muszę rano wstać, żeby nakarmić koty - och, jak słodko. Normalnie każdy chciałby tak spędzić ostatnie dni wakacji -.-).
Otóż... I tu się kłania tytuł posta (ja się nakłaniałam w poprzedniej notce to teraz ktoś się mi musi odwdzięczyć tym samym. Ej, poście, sznurówka ci się rozwiązała!) - początki są trudne. Więc zacznijmy od Julki. Niech się ona martwi, bo ja i tak mam za dużo na głowie.


Główna bohaterka:
Julia Ferency
Julka jest nastolatką. Chodzi do pierwszej klasy liceum w niewielkim nadmorskim mia-steczku, którego mieszkańcy niezwykle barwnie wyobrażają sobie życie w wielkim mie-ście. Julia jako jedyna zdaje się mieć wątpliwości, że miejskie życie nie jest różowe, jednak znajomi nie podzielają jej zdania – pochłonięci marzeniami typu: „co by było gdybym mieszkał w prawdziwym mieście” utrzymują się w przekonaniu, że Jula naczytała się oszustw z tych swoich książek o „wampirach i innych bzdurach”. Dziewczyna stara się nie przejmować tym, że jest odtrącona przez społeczeństwo, lecz jej rodzice, uważani za największych imprezowiczów w miasteczku, są zdruzgotani tą „pochodzącą z nieznanych źródeł aspołecznością córki”.
Kiedy ludzie z miasteczka zaczynają masowo się wyprowadzać, szum rośnie. Do czasu. Pewnego kwietniowego popołudnia do domu na końcu Drogi do Nikąd (jak nazywana jest przez ludzi zamieszkujących domy wzdłuż niej) wprowadza się rodzina Moltonów: Charlotta i Martin oraz ich dzieci: siedmioletnia Melasa i siedemnastoletni Net. Wieść, że przenieśli się z Nowego Jorku szybko się rozchodzi. Tylko Julia przyjmuje to do wiadomo-ści z typową dla niej w ostatnim czasie obojętnością. Tymczasem chłopak robi furorę w liceum, na każdym kroku opowiadając o zatłoczonych ulicach NY.
Jula jest niezwykle drobna jak na swój wiek. Niewiele brakuje jej do figury anorektyczki, co jeszcze bardziej pogarsza stosunki dziewczyny z rówieśnikami. Jasna włosy albo ukry-wa pod bejsbolówkami, albo farbuje na zwariowane kolory. Dlaczego? Otóż Julka jest jedyną w całej miejscowości blondynką! Poważnie zastanawia się nad tym, czy nie jest adoptowana, co by z kolei wyjaśniało dlaczego z żadnej strony nie przypomina rodziców. Julia ma czarne jak atrament oczy, w których nie sposób wypatrzeć źrenic. Kolor tęczówek często doprowadzał do obłędu jej krewnych. W szkole posądzano ją o noszenie soczewek. Bo, nie oszukujmy się, kto miałby aż takiego pecha, żeby urodzić się blondynką o porcelanowej cerze i czarnych oczach?! Odpowiedź: Julia. A jakby tego było mało, Julka miała na nosie pełno piegów, które, dzięki Bogu, wyblakły, gdy Jula miała nie więcej jak dziesięć lat, więc żeby je zobaczyć trzeba było się naprawdę dobrze przyjrzeć z naprawdę bardzo bliskiej odległości. Poza tym, nastolatka ubiera się wyłącznie na czarno, biało, szaro i niebiesko. Czasami dla odmiany włoży coś turkusowego wyciągniętego z dna szafy. 
I tyle.
To jest ta dziewczyna. To jest Julia.

I to na razie tyle. Zostawiam Was ze swoimi przemyśleniami.
Niedługo wrócę!

Junnika M. 

29 sierpnia 2014 roku


Wee :D Jestem taka szczęśliwa!

Brat mojej babci pojechał dzisiaj z wnukami do lasu i znalazł tam dwa kotki, a że on ma już całkiem pokaźną kociarnię, to kotki wylądowały u nas ^^. Moje marzenie z dzieciństwa numer 3: mieć całego czarnego kota - można odhaczyć. Tylko teraz nie wiem jak go nazwać :/ Tak, on zawsze chciałam mieć czarnego kota, ale kotkę, nie kocura. A to według babci jest kocur (ja tam mu pod ogon nie zaglądałam, więc zdam się na nią). Kotka zwałaby się Luna - księżyc (wpływ Sailor Moon :p). Aww, śliczny tan kocurek =^w^= Urządzę chyba małe głosowanko. Oto propozycje (wiem, wiem, że beznadziejne):

  1. Silver (kompletnie do niego nie pasuje, ale kto by się tym przejmował? xD)
  2. Cameron (ukłon w stronę Sekretnej z moj-prywatny-pamietnik.blogspot.com)
  3. Xander (kolejny ukłon w stronę Sekretnej)
  4. Slasher (ukłon dla Słonia i Miksera)
  5. Sebastian (kto czytał Dary Anioła ten wie dlaczego tak ;) )
  6. Sael (jak się nazywał szatan? kto odrobił lekcje?)
  7. coś innego? bo niektórzy mogą stwierdzić że krzywdzę kotka...
Dla małej nie mam jeszcze nawet pomysłu na imię. Ona jest taka przeciętna w swojej nieprzeciętności xD.

Macie jeszcze filmik, a ja idę pisać komentarz do Zuzki M.. Czy może mam już mówić Natalii? :)


Jun

środa, 27 sierpnia 2014

27 sierpnia 2014 roku (2)

Byłam, kupiłam.
A najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że w szkole nie wiedzą jakie będą książki do religii i angielskiego i czy podręcznik do muzyki jest wgl potrzebny. Przepraszam bardzo! Jak wy nie wiecie, to kto??!!
Przynajmniej dowiedziałam się, że jeśli dochód w rodzinie wynosi tysiąc z groszami na jedną osobę, to z moją średnią mogę się ubiegać o stypendium (400 zł na miesiąc przez cały rok szkolny (czyli dziesięć miesięcy)). Jak dla mnie może być. Uzbieram sobie na tableta i wymarzoną nokię lumię 720 (albo nokię ashę 501). Nie mówię że samsung galaxy core plus g350 fundowany przez rodziców mi się nie podoba! Wręcz przeciwnie, ale... po prostu nie lubię wszystkich telefonów które nie są nokiami. Moja nokia niewiadomojaksięzwąca na przykład bez szwanku przeżyła upadek z drugiego piętra - nie pytajcie jak do tego doszło. No, i taki telefon to ja mogę mieć! Szkoda tylko, że jak ją upuściłam w łazience na płytki to ekran penknoł w rogu '~' A w Woli Gułowskiej jak nią graliśmy w hokeja na auli to się trochę z tyłu porysowała... Ale czego ja wymagam: to jest telefon - urządzenie, z którym nie powinno się robić tego co ja z nim robię. Nom, więc... czekamy na samsunga. No bo mi salon orange w Łukowie zamknęli! Foch! Na zawsze! Tzn do jutra. Bo jutro... jadę do z mamą do pracy i będę jak głupia sterczeć na deptaku i rozdawać ludziom ulotki!!! Chyba, że się wymigam i pojadę dopiero w sobotę. Znając moją mamę to to nie wypali i jutro sobie posterczę między Staropijarską a Nowopijarską w Łukowie w województwie lubelskim :P Chyba wyciągnę Talkę, żeby mi pomogła. Trochę kasy zarobi, bo tylko ja tyram dla mamy za darmo - reszcie motłochu płaci całkiem nieźle. I gdzie tu sprawiedliwość? Nie wiesz? A ja wiem: nie ma jej!

(żebyście wiedzieli czego teraz słucham)


Jun

27 sierpnia 2014 roku

Hej.
Puki mam internet, postaram się pisać co trzy dni, chociaż nie za bardzo mam o czym :/ Bo nie będę tak rozpamiętywać tego, że wredne weterynarze obcięły France ogon!!!. To by groziło zawieszeniem bloga z powodu bliżej nieokreślonego, a ja siedziałabym z Franą na schodach i gapiła się w płot, który już dawno miałam pomalować.
A więc...
Na razie dodam zdjęcia:

 





















Takie tam widoczki z okna na strychu.
Nic ciekawego, ale mi się podobają :p
Tak, hmm... A teraz pojadę po podręczniki do szkoły. Nie, nie pojadę. Pojadę... Nie pojadę! Zostaję tu, koniec, kropka. Ale podręczniki się same nie kupią...
Trudna decyzja. Od tego przecież zależą losy świata, czy ja kupię książki dziś, czy jutro, czy oleję szkołę i nie kupię wcale! <westchnienie> Pojadę za pół godziny. Równo o czternastej zero zero. Za dwadzieścia dziewięć minut...
Tik-tak, tik-tak. Jak mnie wnerwia ten tykający zegar!!! Dwadzieścia osiem.

<dwa głębokie oddechy> Aż mnie głowa rozbolała.
Postaram się jeszcze dziś coś napisać.

Juna

niedziela, 24 sierpnia 2014

24 sierpnia 2014 roku

Siemka :]

Znowu siedzę na strychu... Pada deszcz, a ja słucham rapu Słonia :3

Od miesiąca szukam internetu. Zawędrowałam nawet do mamy do pracy. I nic! Jakiś kryzys, czy coś. Rodzice (po moich codziesięciominutowych skargach) zdecydowali, że z plusa przenosimy się do lukmana. Nie protestuję. Ja tu po prostu chcę mieć szybki internet!!! Nic więcej. Może jedynie odrobinkę spokoju. Ociupinkę. Akurat tyle, żebym mogła codziennie dodać posta i odwiedzić kilka stron internetowych typu: lubimyczytać.pl, taniaksiazka.pl, itp, itd. Żadnych facebooków, asków, instagramów. Ewentualnie tumblr. Czyż wymagam za wiele?? Bo mi się zdaje że nie :p 

Jun