Mam internet :)
Od czterech godzin nadrabiam zaległości na blogach i sms-uję z Kam o życiu, sensie istnienia i tym podobnym. Robię to, chociaż powinnam czytać Zatrute ciasteczko Alana Bradleya, które muszę oddać do biblioteki przed wyjazdem do Bułgarii.
Wczoraj byłam na wycieczce w Siedlcach. Katolickie Radio Podlasie, muzeum, katedra, aqua park, McDonald. Więcej szczegółów u Iszi. No, może nie więcej szczegółów ale jest link do strony ze zdjęciami :] Mi nie opłaca się tego wszystkiego pisać. Kulturalnie poinformuję Was: było fajnie, mnie taż próbował utopić Rafał w parku wodnym, a z Kłodą sprawdzałam jak głęboko trzeba zanurkować żeby cię nie było widać z powierzchni. To tyle. A...
dzisiaj na wf poszliśmy razem z piątą klasą i całe dwie godziny zamiast grać z chłopakami w ręczną grałyśmy (ja, Iszi, Sylwia, Martynna, Kacha i taka jedna Ania) w szatni w Państwa, Miasta.. (zasługa moja i Sylwii). Później angielski, polski, rosyjski i historia zlały się w jedną lekcję, na której w towarzystwie całej czwartej i trzech osób z piątej klasy objadaliśmy się cukierkami (Kacha miała urodziny - najlepszego!), herbatnikami (ukłon w stronę Iszi) i oglądaliśmy po kawałku różnych bajek (chyba najwięcej było Krainy lodu...). Później musiałam załatwić mojej damce (dla niedoinformowanych: damka to jest taki rower) bezpieczny powrót do domu. Pomogła mi ciocia G, od razu pomagając mi w oszczędzaniu na środkach komunikacji publicznej wiejsko-miejskiej prosząc panią Kasię o podrzucenie mnie do Łukowa. Pani K się spieszyło, więc wypuściła mnie na innych światłach i musiałam się przespacerować całkiem spory kawałek żeby dojść do pracy mamy: przeszłam przez pasy koło straży pożarnej, później przez most, minęłam centrum chińskie, bibliotekę, znowu przeszłam po pasach (jednych, drugich, trzecich), na skos przez skwer, koło muzycznej, przez postój taksówek, koło Łuksji (gdzie mama zaparkowała samochód), przez pasy, skwer, kiosk, budka z lodami, bank, kwiaciarnia, architekci, mama - po schodach na drugie piętro. Pięć minut później po schodach w dół na obiad, dziesięć później - w górę, dwie godziny później - w dół, godzinę później - góra i wreszcie po dwudziestu minutach w dół. Trochę się nalatałam, to mi trzeba przyznać. Na zakupy i do domu :P
Junnie
P.S. Tak, wiem że wyświetla się inna data. Problemy techniczne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz