Hej po raz drugi! (choć na tego bloga i tak pewnie tylko myszy zaglądają, choć w to też wątpię)
Iza, a może powinnam napisać blogerka Iszan, napisała na swoim blogu coś, co mi się nie za bardzo spodobało. Nie, Izu, wcale nie chodzi o to, że jestem niezdarna, bo to akurat prawda. Tak, chodzi o tą moją nieszczęsną opowiadanio-książkę o Liliankach, Varwickach, Cieniach i Silvanach. No, i o tych tam Sebastianach, jeśli już wszystkich wymieniać. Stop, stop! Wy (z tamtego bloga, którego drudzy wy, nie znający mnie osobiście lub przez Izę, za żadne skarby nie znajdziecie) nie znacie jeszcze Sebastiana i Jacoba. I Victorii, Mika, Candelarii i tej/tego trzeciego...
Nie opłaca się nawet szukać, zapewniam.
Pozdrawiam, zwłaszcza tych, co trafili tu przypadkiem.
Jun Malien
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz